piątek, 7 listopada 2014

Problemy z samooceną cz.2.

Niektórzy, jak bohaterka mojego poprzedniego artykułu, niepewność i niską samoocenę, "zawdzięczają" kilku członkom rodziny. Wystarczy, by od najmłodszych lat traktować dziecko jako trzeciorzędne, by nie umiało poradzić sobie w szkolnym, a potem w dorosłym życiu. Tacy ludzie mówią "nie jestem tego warta", "nie uda mi się", a osiągane sukcesy wciąż umniejszają, bo tak zareagowałaby rodzina, której część skupiona była wyłącznie na dogadzaniu starszej wnuczce.

Dziś porozmawiamy sobie o innej przyczynie niskiej samooceny. O niewłaściwym postrzeganiu siebie często świadczy niezadowolenie z własnego wyglądy. Bywa ono nieszczere i przejawia się tylko publicznie, w celu wysłuchania pochlebstw. Ci jednak, którzy faktycznie wstydzą się swojego ciała, nawet jeśli problemem jest tylko krzywy nos, asymetryczne usta czy krzywe nogi, boją się odrzucenia przez rówieśników. W czasach kultu niedościgniętego ideału, torpedowania nas zdjęciami fotomodelek i filmami z pięknymi, wysportowanymi i szczupłymi bohaterami, nasze codzienne życie wydaje się kompletnie przyziemne, a nasz wygląd urasta do rangi problemu, który - o ile nie zacznie być odpowiednio leczony (przez psychoterapeutę) - może wymknąć się spod kontroli i przerodzić w fizyczną chorobę. Na jednym wdechu wyliczyć można dolegliwości dotyczące jedzenia, które rodzą się w umysłach osób marzących o zdrowym ciele i smukłej sylwetce:

  • anoreksja (polega na odmawianiu sobie jedzenia, liczeniu kalorii we wszystkich dostępnych w domu produktach spożywczych oraz nie przekraczaniu indywidualnie ustalonych granic kalorii - niektóre anorektyczki potrafią "żyć" na 300 kaloriach dziennie, podczas gdy przeciętne zapotrzebowanie organizmu kobiety to od 1800 do 2000 kalorii);
  • bulimia (polega na zwracaniu przyjętych wcześniej treści pokarmowych);
  • ortoreksja (obsesja związana z jedzeniem tylko zdrowych produktów. Poczęstowanie takiej osoby czymś niezdrowym, choćby ciastem, wywołuje często histerię.);
  • bridoreksja ("brajdoreksja" od słowa "bride" - Panna Młoda. To odchudzanie się przed ślubem. Zwykle polega na znacznym ograniczeniu spożywanych produktów, co w konsekwencji może prowadzić do popadnięcia w anoreksję).
Młodzi ludzie mocno przeżywają odtrącenie przez rówieśników, którym po prostu się poszczęściło (jak mówiła o tym jedna z modelek: "Wygrałam w genetycznej loterii"). Nie usprawiedliwia to krytykowania osób, mających problem z akceptacją siebie.

dziewczyna ma kompleksy
Wstyd z powodu własnego wyglądu, jest wśród nastolatków bardzo powszechny

Czy to krzywe nogi, przygarbiona sylwetka, nos wyglądający troszkę inaczej niż inne, nadmiar kilogramów... To przecież sama ulubienica części młodzieży (która zdecydowanie "odstaje" od "normy" w zakresie wyglądu), Lady Gaga, śpiewa:

"Jesteś piękna/y, bo Bóg nie popełnia błędów" - bez względu na rodzaj wiary, warto przemyśleć te słowa. Tacy przyszliśmy na świat. Jeśli chcemy, możemy się oczywiście zmienić (odchudzanie warto zacząć od spotkania z dietetykiem i trenerem na siłowni). Jeśli dokuczanie w szkole dotyczy tych partii ciała, na które sami nie mamy wpływu (odchudzaniem nie wyprostujemy sobie nóg, choć już np. ćwiczeniami kręgosłupa pozbędziemy się rozwijającego się garba), albo zacznijmy je ignorować, ale zasięgnijmy pomocy psychologa. Ułatwi on nam zaakceptowanie siebie i uodporni nas na bezmyślną krytykę innych.

wtorek, 21 października 2014

Problemy z samooceną cz.1.

Miewamy je wszyscy, a podłoża problemu bywają różne. Warto jednak skupić się na tym, co nas obciąża i nie pozwala oderwać się od ziemi.

Nie zasługuję

Jeśli tak właśnie myślimy to, szansa, że wiedziemy naprawdę szczęśliwe życie, jest znikoma. Poczucie, że coś w naszej codzienności jest niezgodne z nami i naszymi pragnieniami, rodzi frustrację. Jednak czy w ogóle wiemy, jakie są nasze pragnienia?

Poznałam kiedyś młodą kobietę, tuż przed jej trzydziestymi urodzinami. Rozmawiałyśmy bardzo długo. Okazało się, że prowadzi firmę, jest osobą szanowaną w branży, poszerza swoje kwalifikacje. Ma męża, w domu układa się dobrze. 

właścicielka firmy
Realizująca się w swojej pracy, a jednak zniewolona przez przeszłość kształtującą teraźniejszość

Coś jednak było nie tak. Mówiła o swoich obowiązkach z entuzjazmem, ale pod nim czuć było rozczarowanie. W końcu wydusiła z siebie zdanie:
- Nie jestem osobą, która łatwo rozmawia o pieniądzach. Wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię, ale coraz częściej muszę do firmy dokładać. Nie umiem poprosić Klientów o to, by płacili mi więcej?
- Dlaczego? - spytałam krótko - Zwiększenie wydatków, z tego co Pani mówi, jest uzasadnione.
- Jest, ale... - nerwowo przygryzła wargę - Boję się, że gdy wspomnę o konieczności zwiększenia kosztów, oni ode mnie odejdą.

Przeanalizowałyśmy całe jej życie i cóż się okazało? Że gdy była małym dzieckiem, opuścił ją ojciec. W latach szkolnych ze strony ojca nie otrzymywała niemal żadnej uwagi, a prezenty od dziadków ze strony taty były zawsze używane - po starszej siostrze ciotecznej, którą dziadkowie się opiekowali. Siostra na osiemnastkę dostała samochód, ona - naszyjnik.


- Nie było to miłe, ale nie czułam zawiści - zwierzyła mi się - Po prostu od tak dawna wpajano mi, że jestem "wnuczką drugiej kategorii", że przyjęłam to jak coś zwyczajnego. Mnie się po prostu nie należało.

To wszystko, plus początkowe niepowodzenia w szkole (nie w nauce, lecz w kontaktach z rówieśnikami) zrodziło w niej przeświadczenie, że jest  gorsza. Powinna zadowalać się tym, co ma i nie ma prawa prosić o więcej - tak przecież zawsze ją traktowano.


Dopiero po cyklu sesji terapeutycznych udało się zmienić jej sposób patrzenia na siebie. Z przestraszonej kobiety stała się osobą, której mottem było: "Dla moich Klientów staram się zawsze uzyskiwać jak najlepsze wyniki, drogą ciężkiej i uczciwej pracy. Klienci rozumieją to, akceptują zachodzące w branży zmiany i zadowoleni z moich dotychczasowych usług, chętnie ze mną zostają, pomimo konieczności zwiększenia kosztów." Powtarzała to jak mantrę, upewniając się w przekonaniu, że to ma sens. I udało się. Choć początkowo ciężko było jej w to uwierzyć, zostali przy niej wszyscy jej Klienci.

Doceniajmy się

To ważna lekcja dla wszystkich - musimy doceniać siebie samych. Inwestować w siebie, ale też dostrzegać jak wyjątkowymi jesteśmy ludźmi. Zamiast się piętnować za porażki (które zdarzają się każdemu), powinniśmy celebrować swoje sukcesy. I traktować je jak siłę napędową do cieszenia się życiem!

wtorek, 7 października 2014

Depresja wśród młodzieży - to nie jest "cool"

Coraz większa liczba młodych ludzi na całym świecie cierpi na depresję. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że towarzyszący im smutek nie jest ani naturalny, ani powiązany z konkretnym wydarzeniem z ich życia - utratą dziewczyny, oblaniem egzaminu i tym podobnymi. Jak podczas jednej z konferencji TED wspomniał nastoletni Kevin Breel: "Depresja nie pojawia się, gdy w życiu coś pójdzie nie tak. Pojawia się, gdy wszystko się układa.".

Student z depresją? To nie jest trendy!

Kontynuując swoje wystąpienie Kevin przedstawił realia studenckiego życia. Wspomniał, że gdyby ktoś miał opisać go "z zewnątrz", prawdopodobnie użyłby słów: zabawny, pewny siebie, imprezowicz, komik, kapitan drużyny koszykówki, super facet. Tymczasem to tylko jedna strona Kevina. Jego wewnętrzne życie wygląda zupełnie inaczej. To poczucie pustki, bólu, niemocy, niekończącego się cierpienia i myśli samobójczych.

Kevin Breel
Kevin Breel mówiący o swojej depresji podczas wykładu na konferencji TED

- Żyjemy w czasach - mówi Kevin - w których depresja jest stygmatyzowana. Choć to choroba dotykająca miliony, której poświęca się dużo czasu w publikacjach i badaniach, jest wciąż tematem tabu, o którym lepiej nie rozmawiać.

Rzeczywiście, nawet na portalach społecznościowych rzadko można znaleźć publiczne wpisy poświęcone depresji. Owszem, niektóre posty brzmią "Mam doła", "Nie chce mi się", ale z lupą szukać wpisu "Cierpię z powodu depresji. Nie mam już na nic sił.".

Nastolatek, który złamie rękę, robi w szkole furorę - każdy chce podpisać się na jego gipsie. Nastolatek, który ma problemy emocjonalne, któremu pękło "życie", zostaje uznany za dziwaka, chorego psychicznie wariata, którego należy unikać.

Co robią więc młodzi ludzie? Udają. Wkładają maski, by nikt nie dostrzegł ich prawdziwego bólu.

Trzymanie w sobie emocji może doprowadzić do schizofrenii

Przez długie lata postępowała tak Eleanor Longden - wszystko co złe, trzymała w sobie, nie mówiła o tym. Gdy wiele lat temu zaczynała studia, tryskała świetnym humorem, wykazywała się ambicją, kreatywnością, nie stroniła od imprez. Swoje prawdziwe "ja" ukrywała tak doskonale, że przekonała samą siebie, że wszystko jest w porządku. Uczucie, bólu, pustki, strachu przed życiem
i ewentualnymi porażkami, zepchnęła głęboko w siebie. W pewnym momencie, gdy była już na drugim semestrze, coś w niej pękło. Ból wyrwał się z podświadomości i objawił w postaci głosu. Eleanor była przerażona. Od tego dnia, bez przerwy towarzyszył jej "komentator" mówiący o tym, co zamierza zrobić lub co już zrobiła dziewczyna. Głos oznajmiał "Opuszcza salę", "Otworzyła drzwi", "Idzie na wykład". Z czasem głosów przybyło, zaczęły być coraz bardziej napastliwe. 

Eleanor Longden
Podczas konferencji TED, Eleanor cofnęła się do czasów studiów i opowiedziała o swoim przypadku
oraz o tragicznych efektach "noszenia maski"

Eleanor trafiała od lekarza do lekarza, ale tylko nieliczni byli w stanie jej pomóc. Niektórzy wręcz zamiast ją wspierać, mówili: "Lepiej, żebyś miała raka. Łatwiej go wyleczyć niż schizofrenię".

Dziś kobieta wie już, że głosy manifestowały jej niewypowiedziane i skrywane lęki, bolesne wspomnienia z dzieciństwa. Stopniowo uczyła się zamykać kolejne rozdziały życia, które kiedyś zepchnęła do podświadomości sądząc, że to najlepsze rozwiązanie.

Depresji nie można lekceważyć

Nieważne, ile masz lat. Jeśli zmagasz się z depresją, szukaj pomocy! Jeśli nie chcesz rozmawiać o niej ze znajomymi, odwiedź specjalistę, który pomoże Ci poukładać życie i pokazać, jak wiele jeszcze możesz w nim osiągnąć. Terapeutę, który da Ci nadzieję i pokaże, jak radzić sobie z bólem, poczuciem pustki i będzie koncentrować się nie tylko na tym, co obecnie Ci dolega, ale też na tym, co przydarzyło Ci się w przeszłości.

Jeśli potrzebujesz takiej pomocy, zadzwoń na numer telefonu zaufania lub skontaktuj się bezpośrednio z naszą warszawską poradnią psychologiczną: 504 242 340. Nie czekaj, aż będzie gorzej. Działaj teraz.

czwartek, 25 września 2014

Dlaczego warto być... sympatycznym ;)

Można by pomyśleć, że bajki w stylu "Pałaj miłością do świata, a i on się do Ciebie uśmiechnie", można włożyć do biblioteczki i na zawsze o nich zapomnieć. Film "Podaj Dalej" bazujący na prostym schemacie: ja czynię dobro dla trzech osób i każda z nich czyni dobro dla trzech kolejnych itd. - to tylko ładnie zagrane kino familijne. Bo czy w dzisiejszych czasach zabiegania, ciągłego dążenia do tego, by być lepszym od innych, jest czas choćby na myślenie o miłości do obcych ludzi? Absurd!

A jednak się kręci...

Wystarczy nie więcej niż kwadrans spokoju, by usiąść i zastanowić się nad tym, jakby to było, gdyby ludzie byli wobec siebie serdeczni, wyrozumiali i życzliwi. Raj na Ziemi? Może nie, ale pewnie dałoby się skorzystać na takiej sytuacji:
  • ciepło i serdeczność zbliżałyby ludzi
  • pomocy w nagłych przypadkach szukalibyśmy u przyjaciół albo u zaufanych sąsiadów, zamiast w Internecie
  • nasze dzieci przejmowałyby nasze nawyki i każde pokolenie wprowadzałoby w świat coraz większy spokój, harmonię i radość
Zacznijmy od siebie

Uczciwie - kiedy zrobiliśmy coś miłego dla obcego człowieka? Pomogliśmy wsiąść starszej pani do tramwaju, ustąpiliśmy miejsca kobiecie w zaawansowanej ciąży, pomogliśmy wnieść do przedziału pociągu ciężkie walizki schorowanego człowieka? No właśnie... A każdy taki gest, nie tylko sprawia radość osobie, której pomagamy, a w jej myślach pojawia się ciepłe "Więc są wciąż na tym świecie dobrzy ludzie", ale i my czujemy się lepiej. Trudno wyjaśnić skąd bierze się ta wewnętrzna radość - może to nagroda za spełnienie dobrego uczynku?

kobieta na wózku
Okazanie innym szczerego zainteresowania i sympatii może całkowicie zmienić ich samopoczucie na cały dzień

Nigdy nie rezygnuj

Poniżej przytoczę opowieść, jaką podzieliła się ze mną niedawno znajoma. Otóż od wielu już lat korzystała z tej samej poczty i często, chcąc nie chcąc, lądowała przy okienku niezbyt sympatycznej osoby. Widać było wyraźnie, że ta pani nienawidzi swojej pracy na poczcie, nienawidzi ludzi, emanuje energią przepełnioną niechęcią do wszystkich i wszystkiego. Znajoma postanowiła zaryzykować. Ze szczerym (nie wymuszonym!) uśmiechem podeszła do okienka i poprosiła o pomoc w wybraniu znaczków na dość istotną przesyłkę. Po chwili pani w okienku zainteresowała się tym, że znajomej zależy na delikatnym obchodzeniem się z listem, a antypatyczna dotąd osoba cierpliwie wyjaśniła, że niestety etykiety "ostrożnie" przewidziane są wyłącznie dla paczek. Znajoma uśmiechnęła się i powiedziała, że to nic nie szkodzi, wysyła zdjęcia, dość dobrze zabezpieczone, które powinny przetrwać bez problemu w liście i licznych kopertach ochronnych. Na sam koniec znajoma nisko skłoniła się pani w okienku, serdecznie podziękowała za jej zaangażowanie i pomoc i życzyła jej miłego dnia. I wówczas nastąpił cud! Zamiast suchym głosem wydać polecenie "Następną osobę proszę!", pani z okienka uśmiechnęła się lekko do mojej znajomej i odpowiedziała "Wzajemnie!".

Po prostu warto

Choć od czasu do czasu przypomnijmy sobie powyższą historię. Nie musimy od razu wdawać się w konwersacje, ale uśmiechanie się do ludzi, powitania z sąsiadami, poświęcenie chwili staruszce sprzedającej kwiaty na bazarze to dobro, które działa w obie strony. Uszczęśliwiamy innych i sami stajemy się szczęśliwsi. Warto spróbować!

czwartek, 11 września 2014

Dlaczego negatywne myśli szkodzą?


Chyba niewiele osób może poszczycić się tym, że w ogóle nie obcuje z negatywnymi myślami - wspominaliśmy już o tym we wpisie Siła podświadomości. Przez głowy większości z nas przelatują raczej hasła nacechowane negatywnie:
  • nie dam rady
  • to nie dla mnie
  • niech ten dzień już się skończy
  • nie wiem jak związać koniec z końcem
  • kiedyś było mi lepiej
I tak dalej i tak dalej. Co gorsza, zwykle nie panujemy nad tymi myślami, krążą one w naszych głowach tak często i tak intensywnie, że w końcu stają się częścią nas samych i traktujemy je jak coś naturalnego. Ze świadomości wędrują one głębiej i prędzej czy później - realizują się. Jeśli na przykład obsesyjnie myślimy o tym, że nasze małżeństwo to pomyłka i lada moment czeka nas rozwód, to emanujemy energią, która do rozpadu małżeństwa faktycznie może doprowadzić. Stajemy się bowiem pochmurni, niechętni, przestajemy zabiegać o związek (bo przecież, jak wierzymy, i tak skazany jest on na porażkę). Coraz silniej przekonujemy siebie i innych (przyjaciół, rodzinę), że nasz partner/partnerka zupełnie nie nadaje się na to, by towarzyszyć nam w życiu. I gdy nadchodzi moment samospełniającej się przepowiedni, kiwamy tylko głową myśląc "Wiadomo było, że tak to się skończy".

negatywne myślenie
Pogrążanie się w złych myślach sprawia, że nasze negatywnie nastawienie rośnie - aż w końcu staje się częścią nas samych

Jak zaradzić przyciąganiu do siebie tego, co niekorzystne?

Przede wszystkim musimy zacząć dostrzegać negatywne myśli. Gdy zaczniemy "łapać się" na powtarzanych niczym mantra słowach np. "Mam dość, nienawidzę swojej pracy", otrząśnijmy się i zastanówmy czy faktycznie nasza praca jest tak beznadziejna? Poszukajmy jej zalet, np. całkiem dobra pensja, mili współpracownicy, szef który nie wzywa nas co chwilę "na dywanik", interesujące obowiązki. Jeśli o wszystkim wciąż myślimy źle, spróbujmy zmienić podejście, zaczynając od swoich współpracowników. Okażmy im życzliwość, zwróćmy uwagę na drobiazgi (jeśli koleżanka zmieniła fryzurę na lepszą, powiedzmy "Zrobiłaś coś z włosami? Wyglądasz bardzo ładnie!"). To zbliży nas do nich, rozluźni atmosferę w pracy, a często nasze pozytywne nastawienie, doczeka się odwzajemnienia.

Jeśli nasza praca jest rutynowa (np. polega na wprowadzaniu danych do komputera) zacznijmy rywalizować sami z sobą. Ile danych jesteśmy w stanie bezbłędnie wprowadzić w ciągu dnia? A może ten rekord da się pobić? Wiele osób zmieniając sposób postrzegania swoich zajęć, nie tylko je polubiło, ale wręcz zaczęło odczuwać dumę ze swojej precyzji, szybkości czy umiejętności. Zawsze szukajmy pozytywów w tym, czym właśnie się zajmujemy!

Myśli o chorobie z pewnością nie poprawią naszego zdrowia

Ciągłe doszukiwanie u siebie objawów choroby może nie tylko zamienić nas w hipochondryków, ale też wywołać dolegliwości, których najbardziej się obawiamy. Tak działa psychika - jeśli czegoś intensywnie się spodziewamy, otrzymujemy to. Wielokrotnie przeprowadzone badania naukowe potwierdziły istnienie efektu placebo i nocebo.

W obu przypadkach pacjenci otrzymywali neutralne dla organizmu preparaty. Jednak w pierwszym, lekarze informowali ich o wysokiej skuteczności leku, mającego np. zmniejszyć ból po operacji. Okazało się, że około 70% pacjentów potwierdziło, że po przyjęciu tabletki odczuło ulgę (efekt placebo).

Z kolei efekt nocebo występuje, gdy pacjent przekonany jest o szkodliwym działaniu preparatu na jego organizm. Pewien młody Duńczyk cierpiący na depresję, brał udział w testowaniu nowego leku przeciwdepresyjnego. Był jednak w grupie otrzymującej nie faktyczny lek, lecz wapno. Gdy pewnego dnia postanowił popełnić samobójstwo zażywając wszystkie dostępne pastylki, trafił na ostry dyżur. Jego ciśnienie wzrosło, puls z kolei spadał, a mężczyzna był przekonany, że zaraz umrze. Lekarze przez 4 godziny usiłowali go ustabilizować - bez skutku. Dopiero gdy do szpitala wezwano prowadzącego eksperyment doktora (jego nazwisko widniało na opakowaniu po leku) prawda wyszła na jaw. Lekarz szybko poinformował zarówno personel medyczny, jak i samego pacjenta, że trafił on do grupy przyjmującej wyłącznie preparaty wapnia. W chwili usłyszenia tego komunikatu, stan mężczyzny uległ raptownej poprawie. W ciągu kwadransa wszystkie jego parametry życiowe wróciły do normy. Tak silna potrafi być autosugestia!

Nie dajmy się złym myślom

Jeśli pogrążymy się w negatywnych myślach, z całą pewnością odczujemy ich skutki - czy to w postaci choroby czy też pogorszenia sytuacji  życiowej. Z całej siły powstrzymujmy się przed powtarzaniem sobie niczym mantry, jak jest nam źle. Nawet, jeśli faktycznie przechodzimy kryzys, starajmy się myśleć o tym, że ów kryzys mija, że teraz będzie tylko lepiej. Wyobrażajmy sobie lepszą przyszłość. Wierząc w nią sprawimy, że faktycznie pewnego dnia - nadejdzie. Musimy tylko dać jej na to szansę.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Powrót do szkoły

To już w poniedziałek - dzieci, po dwumiesięcznym odpoczynku, znów zasiądą w szkolnych ławkach. Niektóre cieszą się na myśl o ponownym spotkaniu z przyjaciółmi, inne jednak obawiają się nowych obowiązków (zwłaszcza, jeśli rozpocząć mają właśnie naukę w gimnazjum lub liceum). Ale i uczniowie szkół podstawowych mogą stresować się powrotem do szkoły po wakacjach, w czasie których głównie odpoczywali. Stres może dotyczyć nowych przedmiotów szkolnych, nowych nauczycieli - wszystkiego co nowe. A to dla małego człowieka naprawdę duże obciążenie.
dziecko przytłoczone liczbą zajęć
Powrót do szkoły to dla dziecka duże obciążenie
Jako rodzice, powinniśmy z dużą wyrozumiałością traktować nasze pociechy w tym szczególnym, przełomowym czasie. Nasze dzieci na nowo muszą przywyknąć do szkolnej rutyny, swoich obowiązków i obowiązujących w szkole zasad. Nie oczekujmy od nich, że w ciągu jednego tygodnia przystosują się do nowej sytuacji.

Ważne też, by z dzieckiem dużo rozmawiać - i przed jego wyjściem do szkoły i po powrocie. Spytać o koleżanki i kolegów, nauczyciele, prace domowe. Wspólnie usiąść i na spokojnie przejrzeć nowe podręczniki, podpytać który przedmiot szkolny w danym dniu wydawał się dziecku najbardziej interesujący, a która lekcja go wynudziła - i dlaczego.

Przypominajmy naszej pociesze, że w razie problemów w szkole, zawsze może przyjść do nas, opowiedzieć o swoich kłopotach i znaleźć w nas oparcie. Jeśli uznamy, że sami nie jesteśmy poradzić sobie z trudnościami dziecka, zgłośmy się do psychologa dziecięcego, który podpowie dalsze metody postępowania, jak najlepsze dziecka.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Siła podświadomości

Często można usłyszeć "jesteś tym, co jesz", rzadziej "jesteś tym, co o sobie myślisz". A oba te stwierdzenia są w dużym stopniu prawdziwe.

Świadome myśli, które przepływają nam przez głowę każdego dnia, odciskają się również w podświadomości, kierującej całym naszym życiem. To, jak odbieramy rzeczywistość, jak postrzegamy siebie i innych ludzi, zależy od nas samych w dużo większym stopniu niż można by przypuszczać. Jeśli wciąż popadamy w przygnębienie powtarzając sobie "Czuję potworne zmęczenie. Nie dam rady" to w naszej podświadomości powstanie przekonanie, że rzeczywiście jesteśmy wykończonymi życiem nieudacznikami. Ale czy faktycznie chcemy tacy być?

Pozytywne myślenie

Kreowanie w głowie radosnych, spokojnych i harmonijnych obrazów, wcale nie jest proste. Zwykle łatwiej jest przyswoić sobie myśli negatywne, niż te nastrajające nas w sposób pozytywny. Warto jednak przełamać się i codziennie... ćwiczyć swój sposób myślenia. Tak samo, jak rzeźbimy sylwetkę (poprzez odpowiednią dietę i trening), tak też możemy ukształtować naszą podświadomość.

pozytywnie myśląca kobieta
Szczęścia nie należy szukać w świecie zewnętrznym. Ono jest w nas samych - trzeba tylko po nie sięgnąć.

Wiara czyni cuda

Jeśli chcemy wprowadzić zmiany w naszym życiu, musimy uwierzyć, że uda nam się osiągnąć cel. Powtarzanie sobie "Jest mi dobrze, czuję się bezpiecznie i radośnie" nie zda się na wiele, jeśli będziemy wspomniane słowa wypowiadać bezmyślnie, zupełnie nie wierząc w ich sens. Jednak nabranie przekonania, że poprzez wpajanie sobie nowych prawd osiągniemy zmianę sposobu postrzegania samych siebie sprawi, że faktycznie taka zmiana zacznie w nas następować. Uwierzmy, że możemy być zdrowi i szczęśliwi. Nie zakładajmy z góry, że wizyta u psychologa i opowiedzenie mu o swoich problemach, to strata czasu.  Nie kwestionujmy zdrowego odżywiania, nie wzruszajmy ramionami, gdy słyszymy "ruch to zdrowie". Uwierzmy, że jesteśmy w stanie pomóc sami sobie, ale również że pomoc możemy otrzymać od innych. Zastąpmy "czarnowidztwo" myślami pozytywnymi i harmonijnymi. Już po kilku tygodniach codziennej medytacji i wpajaniu w siebie przekonania, że z dnia na dzień czujemy się lepiej, rzeczywiście zauważymy zmianę. Bo to myśli kształtują nas samych - jesteśmy tacy, jak one.