wtorek, 15 września 2015

Jak walczyć z apatią?

Apatia to stan często towarzyszący depresji, jednak może się pojawić także u osób zdrowych. Wiąże się z obniżeniem aktywności, brakiem chęci działania, utratą dotychczasowych zainteresowań. Zwykle mija w ciągu maksymalnie kilku dni, jeśli natomiast trwa dłużej, może okazać się, że jego źródło tkwi głębiej - wówczas warto skorzystać z porady psychologa.

apatia


Zanim jednak wybierzemy się do specjalisty wypróbujmy kilka sposobów, które ułatwiają pokonanie apatii. U osób z obniżoną aktywnością wcielenie w życie poniższych porad może być trudne, ale warto zmusić się do wysiłku i je wypróbować. Może okazać się, że złe samopoczucie zniknie szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać!

1. Zmiana diety - brak w organizmie witamin, żelaza i magnezu, może przyczynić się do znacznego obniżenia nastroju. Warto więc wzbogacić swoją dietę i uwzględnić w niej ryby, jogurty, warzywa i owoce. Można też sięgnąć po tabletki z magnezem i witaminą B6 (dobrze jednak najpierw wykonać badania krwi, które pozwolą sprawdzić poziom tych pierwiastków - przedawkowanie suplementów może mieć bowiem poważne konsekwencje zdrowotne).
2. Ruch - nawet półgodzinny spacer szybkim krokiem jest w stanie pozytywnie wpłynąć na samopoczucie. Aktywność fizyczna powoduje wydzielanie tzw. hormonu szczęścia i powoduje przypływ energii. Dobrze jest zatem zmusić się do codziennych ćwiczeń. Nie trzeba od razu zapisywać się na siłownię - piesze wycieczki, jazda na rowerze czy zajęcia fitness (uprawiane w domu), również zdadzą egzamin.
3. Kontakty społeczne - cierpiąc na apatię, nie mamy ochoty na wspólne wyjścia ze znajomymi, ale i w tym wypadku warto się "przełamać". Spędzenie kilku godzin w czyimś towarzystwie z pewnością poprawi nastrój. Najgorsze, co można zrobić, to zamknąć się w czterech ścianach! Zatem nawet jeśli nie podejdziemy entuzjastycznie do zaproszenia koleżanki czy kolegi, nie rezygnujmy ze spotkania. Nie musimy reagować euforią, ale zmuśmy się do wyjścia z domu.
4. Śmiech - lektura zabawnej książki, obejrzenie komedii, pożartowanie ze znajomymi - wszystko, co wywoła uśmiech, jest znakomitym lekarstwem na apatię. Warto znaleźć czas na odrobinę rozrywki, która przypomni nam, że życie wcale nie jest takie złe, jak mogłoby się nam wydawać.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Meetingi dla uzależnionych

Dość często usłyszeć można, także za pośrednictwem mediów, o spotkaniach grup Anonimowych Alkoholików czy Anonimowych Narkomanów. Te wspólnoty, które zrodziły się w Stanach Zjednoczonych, coraz prężniej rozwijają się także w Polsce. Dla wielu osób zmagających się ze swoimi nałogami, to szansa wyjścia na prostą.

witana kobieta

Nie wszyscy potrzebujący wsparcia decydują się jednak na uczestnictwo w meetingach, często z obawy przed tym, jak tego typu spotkania wyglądają. Warto zatem uchylić rąbka tajemnicy, bo nie taki diabeł straszny ;)

1. Kto może uczestniczyć w meetingach?

Każdy uzależniony. Istnieją odrębne grupy - alkoholików, narkomanów, nawet hazardzistów. Jeśli jednak nie możemy trafić na taką, która wiąże się ściśle z naszym problemem, możemy spróbować z inną. Mechanizm uzależnienia działa tak samo w przypadku alkoholu, narkotyków czy leków. Uczestnicy meetingów zdają sobie z tego sprawę i nie odprawiają z kwitkiem osób potrzebujących pomocy.

2. Jak wyglądają spotkania?

O ich formie decyduje niezależnie każda grupa, choć te działające w oparciu o program "12 Kroków" zazwyczaj skupiają się na dzieleniu się własnymi problemami i doświadczeniami - w ramach realizowanego programu (listę kroków podajemy na końcu wpisu).

Na wstępie, po przedstawieniu się (tylko z imienia) i wzajemnym powitaniu, na wielu grupach odmawiana jest modlitwa:

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

3. Grupa to wspólnota osób, zmagających się z tym samym problemem.

Na spotkaniach nie porusza się tematów politycznych, grupy nie są też związane z żadnymi sektami czy wyznaniami religijnymi. Często jednak uznaje się tzw. Siłę Wyższą jako tę, która jest w stanie pomóc w walce z nałogiem. Podczas wielu meetingów podkreśla się jednak, że ową Siłę Wyższą każdy uczestnik spotkania ma prawo postrzegać na swój sposób, a często wśród członków grupy znaleźć można także ateistów. Nikt nie jest dyskryminowany za swoje poglądy, ponieważ nadrzędnym celem spotkań jest niesienie sobie pomocy w walce z uzależnieniem.

4. Anonimowość to podstawa.

Choć często osoby, które poznały się na meetingach, zawierają przyjaźnie, to podczas spotkań pozostają anonimowe dla reszty grupy. Nikt nie pyta o nazwisko, wiek, zawód, poglądy. To, ile o sobie powiemy, zależy wyłącznie od nas samych, a pozostali członkowie grupy zobowiązani są do zachowania w tajemnicy wszystkich rzeczy zasłyszanych na spotkaniu.

5. Uczestnictwo jest bezpłatne i dobrowolne.

Na meetingi można przestać chodzić w dowolnym momencie - często warto jest poznać kilka grup i wybrać tę, w której czujemy się najlepiej. Nie ma "list obecności", niektórzy uzależnieni przychodzą też na spotkania np. raz w miesiącu (zwykle meetingi odbywają się co tydzień). Nikt nie czyni im z tego tytułu wyrzutów. Najważniejsza jest bowiem chęć powrotu do zdrowia i pomoc tym, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na drodze do trzeźwości.



Program Dwunastu Kroków

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec uzależnienia, że straciliśmy kontrolę nad naszym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam równowagę wewnętrzną.
3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny swojego życia.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Byliśmy całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Pokornie prosiliśmy Go, aby zaradził naszym niedoskonałościom.
8. Sporządziliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
9. Zadośćuczyniliśmy osobiście tym, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to te lub inne osoby.
10. Prowadziliśmy nadal obrachunek osobisty, natychmiast przyznając się do popełnianych błędów.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do umocnienia świadomego kontaktu z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni duchowo w wyniku realizacji tych kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym uzależnionym i stosować te zasady we wszystkich sferach naszego życia.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Uzależnienie od leków - raz jeszcze

Temat lekomanii poruszaliśmy już parokrotnie. Warto jednak ponownie przyjrzeć się problemowi, jakim jest uzależnienie od leków, zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień medialnych.

Od jakiegoś czasu nagłaśniane jest negatywne oddziaływanie na organizm popularnych tabletek przeciwbólowych. Czy to możliwe, że mogą one doprowadzić do potrzeby nałogowego brania? Niestety tak.

tabletki

Od dawna wiadomo, że silne leki uśmierzające ból, takie jak morfina, mogą uzależnić. Okazuje się jednak, że również środki dostępne bez recepty (które kupić można w każdej aptece czy nawet na stacji benzynowej), mają w składzie "uzależniacze". Zwykły ibuprofen czy paracetamol, blokując działanie ośrodków układu nerwowego odpowiedzialnych za odczuwanie przez nas bólu, mogą - przyjmowane w nadmiarze - doprowadzić do rozwoju uzależnienia. W pierwszej kolejności psychicznego, w drugiej - fizycznego. Objawia się ono silną potrzebą sięgnięcia po następną tabletkę, a gdy tego nie zrobimy, do - paradoksalnie - wystąpienia bólu.

Z problemem tym zmagają się często osoby cierpiące na migrenę. Biorąc leki eliminują ból, ale jeśli organizm jest już konkretnym środkiem przesycony, jego brak może wywołać ból "z odstawienia". Co wtedy? Zwykle kończy się przyjęciem kolejnej dawki i wpadnięciem w błędne koło.

Podobnie jest z lekami nasennymi. Przerwa w ich braniu może doprowadzić do pojawienia się tzw. bezsenności "z odbicia". Niestety nie wszyscy są w stanie "przeczekać", aż organizm na nowo zacznie funkcjonować zgodnie z dobowym rytmem i w obawie przed kolejną bezsenną nocą, wiele osób sięga po lek, tym samym tylko pogłębiając rozwijające się już uzależnienie.

Jak uniknąć nałogu?

Aby zmniejszyć ryzyko pojawienia się uzależnienia, warto:
  • czytać ulotki dołączone do opakowań i przyjmować leki w zalecanych dawkach i przez czas określony w ulotce (lub zgodnie z zaleceniami lekarza przepisującego konkretny środek)
  • w przypadku silnego bólu, stosować zamiennie preparaty z różnych grup (np. paracetamol + ibuprofen), by organizm nie przyzwyczaił się do podawanej mu substancji
  • radzić się swojego lekarza rodzinnego w zakresie przyjmowania farmaceutyków - najlepiej poinformować o wszystkich branych w ostatnim czasie lekach i spytać o alternatywne metody radzenia sobie z bólem

Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

czwartek, 23 lipca 2015

Jak nad sobą pracować?

Nikt nie rodzi się doskonały, a z czasem wielu z nas zaczyna przejawiać różnego rodzaju wady charakteru, utrudniające życie nie tylko tym, którzy nas otaczają, ale i nam samym. Na szczęście jeśli w porę dostrzeżemy, że zaczynamy tracić kontrolę nad naszym temperamentem lub że część naszych cech wymaga "skorygowania", możemy rozpocząć pracę nad sobą. Warunek jest tylko i aż jeden. Musimy tego rzeczywiście chcieć.


medytacja


Współczesne życie sprzyja "obrastaniu" w wady. Łatwo stać się cynicznym, wybuchowym, nieszczerym, leniwym - lista może się ciągnąć w nieskończoność. Jeśli jednak uda nam się zorientować, że przestajemy przypominać samych siebie, możemy działać.

Jak to zrobić? Można do tego wykorzystać choćby część programu... anonimowych alkoholików/narkomanów. Choć może brzmieć to absurdalnie, wiele punktów z tzw. "Programu 12 Kroków", znakomicie nadaje się do uporządkowania własnego charakteru i rozpoczęcia rzetelnej pracy nad sobą. Poniżej prezentujemy trzy z nich, które uważamy za najbardziej przydatne do efektywnego przyjrzenia się sobie i wdrażania zmian we własnym życiu:

  • zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny swojego życia

    To podstawa. Umiejętność przyznania się do popełnionych na przestrzeni lat błędów, rezygnacja z wymówek i uczciwe przyjrzenie się własnemu postępowaniu, jest znakomitym krokiem wyjściowym, od którego możemy rozpocząć zmianę. Dopiero gdy dokładnie przyjrzymy się swojemu postępowaniu, będziemy w stanie wychwycić zdecydowaną większość naszych wad - a także przyczyn, jakie doprowadziły do ich ugruntowania się w naszym charakterze.

  • sporządziliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim

    To ważne, by w drodze prowadzącej do naszej wewnętrznej przemiany, nie pomijać osób z którymi zetknęło nas życie. Z pewnością wady naszego charakteru "odbiły się" na części z nich. Jeśli chcemy być lepsi, powinniśmy zatem zrobić wszystko (na ile to możliwe), by wyznać tym osobom, że postąpiliśmy wobec nich źle lub nieuczciwie. Czasem wystarczy zwykłe "przepraszam", w innych przypadkach wspomniane zadośćuczynienie wymagać będzie od nas dużo więcej. Ale - warto.

  • prowadziliśmy nadal obrachunek osobisty, natychmiast przyznając się do popełnianych błędów

    Jeśli nasza wewnętrzna przemiana ma być trwała, musimy sobie tę regułę wziąć do serca. Przyznawanie się do swoich błędów jest sztuką, ale sztuką wartą opanowania. Jeśli na bieżąco będziemy w porządku wobec siebie i innych, nie doprowadzimy do nawarstwiania się przemilczanych pomyłek czy krzywd, a dzięki temu nasze życie stanie się o wiele lepsze. Okaże się też, że bez balastu gromadzonych przez lata błędów, łatwiej będzie nam przez to życie iść.


Na zmianę na lepsze nigdy nie jest za późno. Jeśli zatem czujemy, że źle nam we własnej skórze, rozpocznijmy walkę o siebie. Skorzystamy na tym nie tylko my sami, ale też całe nasze otoczenie.

wtorek, 14 lipca 2015

Kilka słów o szerości

Często nie doceniamy znaczenia bycia szczerym, nie tylko wobec innych, ale przede wszystkim - wobec samych siebie. O ile łatwiej jest przecież zaprzeczać, że mamy jakiś problem lub że nie radzimy sobie z trudną sytuacją, w jakiej się znaleźliśmy?

Przyzwyczajeni jesteśmy raczej do twierdzenia "Wszystko w porządku", "Mam się świetnie" czy też "Nie mam żadnych problemów z samym sobą". To klasyczne wypieranie - po prostu nie chcemy uzmysłowić sobie, że coś może nas przerastać lub że mamy jakieś kłopoty.

zaduma

Znakomitym przykładem na to są uzależnienia. Często alkoholicy, lekomani, narkomani, a nawet nałogowi palacze, mówią sobie i innym "To przejściowe, mogę skończyć z tym kiedy zechcę". 
I nawet, gdy ich nałóg wyraźnie wymyka się spod ich kontroli, obstają przy swoim. Tymczasem jedyną receptą na to, by wyjść z uzależnienia, jest uzmysłowienie sobie skali problemu, który łatwiej było po prostu "zamieść pod dywan". Szczere przyznanie "Nie panuję już nad tym" to pierwszy krok do wyjścia z nałogu. I przyznanie się do tego nie tylko wobec bliskich, ale przede wszystkim - wobec samych siebie. Niestety wiele osób ma z tym kłopot, a to tylko pogłębia ich problem.

Szczerość ważna jest w każdej dziedzinie życia. Oszukiwanie, zwodzenie, wykorzystywanie tzw. niedomówień, jest niestety na porządku dziennym. Z drobnych kłamstw zaczyna tworzyć się wówczas prawdziwa piramida.

Jak temu zaradzić? Przede wszystkim uczciwie przeanalizować swoje życie i własne postępowanie. Jak mówi jeden z kroków AA czy AN, należy "Prowadzić obrachunek osobisty, natychmiast przyznając się do popełnianych błędów". Ale nie trzeba być alkoholikiem czy narkomanem, by stosować się do tej zasady, która znacznie ułatwia życie. Bo choć zazwyczaj przed wyznaniem prawdy hamuje nas wstyd czy strach przed reakcją innych, to tylko szczerość jest w stanie powstrzymać nas przed dalszym brnięciem w kłamstwa i uchronić nas przed życiem w iluzji.
W świecie, który tworzymy we własnej głowie, wypierając to, co tak naprawdę się z nami dzieje.

Chociaż przyznanie się do błędów nie jest proste, to tylko ono - i szczerość wobec siebie - da nam szansę na uporanie się z maskowanymi przez nas problemami. Rozpoczęcia lepszego życia, oczyszczenia umysłu i sumienia, a przez to - do prawdziwego poznania siebie. Taki regularnie prowadzony "obrachunek osobisty" pozwoli nam wreszcie odetchnąć z ulgą i stać się uczciwymi, lepszymi ludźmi, którzy poprzez własne kłamstwa nie krzywdzą innych. 

Czy zatem warto usiąść i zastanowić się nad sobą, nad tym co robiliśmy źle i co możemy poprawić? Pomimo początkowych trudności jakie wiążą z uczciwym przyznaniem się do błędów, z całą pewnością warto.

czwartek, 25 czerwca 2015

Nadzieja - nie tylko w depresji

Dzisiejszy wpis będzie krótki, ale nie oznacza to, że nie będzie ważny. Wręcz przeciwnie. Dotyczyć on będzie bowiem zdecydowanej większości z nas.

Chyba każdy z nas zmaga się czasem z trudną sytuacją. Bywa, że spowodowana jest ona przez sytuacje zewnętrzne. Lecz dziś skoncentrujemy się na tych sytuacjach, do których doprowadziliśmy sami - a wówczas ból towarzyszący przeżywaniu trudnych chwil, jest jeszcze większy (o ile zdamy sobie sprawę z tego, że faktycznie sami jesteśmy takiej sytuacji winni). Gdy już pojmiemy, że to z naszej winy cierpią inni, często najbliżsi nam ludzie, taki ból staje się nie do wytrzymania. Bo my, choćbyśmy wyrwali sobie serce, nie jesteśmy przecież w stanie cofnąć czasu i nie zrobić tego, co załamało naszych ukochanych.

Gdy jesteśmy winowajcami i czujemy rozdzierający nas od środka ból (potęgowany świadomością, jak mocno cierpią skrzywdzeni przez nas ludzie), a co gorsza czujemy się bezsilni - mimo wszystko nie poddawajmy się. Jeśli rzeczywiście chcemy odkupić nasze winy, zadośćuczynić drugiemu człowiekowi, musimy dać z siebie wszystko, bez względu na wysiłek jaki przyjdzie nam włożyć w walkę z nami samymi - własnymi wadami, błędami z przeszłości. Musimy też uczciwie przyznać się do nich i je zrozumieć (co jest niezwykle trudne - wiele osób ma bowiem tendencję do obarczania innych winą za swoje własne grzechy). Gdy już jednak w pełni weźmiemy na barki ciężar naszych win i przysięgniemy zrobić wszystko, by stać się lepszymi ludźmi, pomóc tym, których zawiedliśmy - możemy walczyć.

Nie oszukujmy się, nie będzie to proste - ta walka będzie musiała trwać do końca naszych dni, nie możemy nigdy spocząć na laurach ryzykując, że powtórzymy błędy z przeszłości i znów zranimy ukochaną osobę czy osoby. Ta walka wymagać będzie ciężkiej pracy, a jej efektów nie zobaczymy z dnia na dzień. Często możemy mieć wrażenie, że nie damy już rady, że świat się dla nas skończył, a dalsze życie nie ma sensu. Jest jednak coś, co może utrzymać nas przy życiu i nas wzmocnić. Nadzieja, że uda nam się przezwyciężyć własne wady i stworzyć lepszą, wspólną przyszłość dla nas i dla naszych bliskich, których tak bardzo zawiedliśmy.

Pozostawiamy Was z piękną piosenką Jana Pietrzaka, zatytułowaną właśnie "Nadzieja".



środa, 17 czerwca 2015

Depresja - od środka

Jedna z czytelniczek naszego bloga postanowiła podzielić się z nami (i z pozostałymi czytelnikami) swoim problemem. Nie jest to historia jej depresji, ale opis sytuacji w jakiej znajduje się osoba dotknięta tą chorobą. Imię i nazwisko autorki, na jej życzenie, pozostaje do wiadomości redakcji.

kobieta z depresją
Samotność i cierpienie osoby z depresją, najczęściej zrozumieć mogą tylko ci, którzy jej doświadczyli

Moja depresja (dane osobowe i kontaktowe do wiadomości redakcji)

Trudno mi już zliczyć lata. Wydaje się, że moja depresja przyszła na świat razem ze mną. Nie chcę pisać o trudnych okolicznościach, które mogły być kolejnymi zapalnikami, powodującymi, że poczucie beznadziei, smutek, zaniżone poczucie własnej wartości, narastały z każdym kolejnym rokiem mojego życia. Nawet gdy wydawałoby się, że okoliczności zewnętrzne mi sprzyjają, w środku i tak czekała ona. Depresja. Czułam ją, jakby gnieździła się tuż pod moją skórą.


Szczęście stało się uczuciem nie tyle całkiem mi obcym, co odległym. Na pewnym etapie życia, zaczęłam wręcz obawiać się tego, że mogę być szczęśliwa. Bałam się, że to chwilowe, że zaraz zniknie. Poza tym nie uważałam, że na szczęście zasługuję. Wciąż towarzyszyły (i towarzyszą mi do dzisiaj) wyrzuty sumienia. Że zaniedbuję obowiązki, że nie jestem lepszym człowiekiem, że zawodzę i do niczego się nie nadaję.


Wewnątrz czuję ogromną, przestrzeń, w większości pustą, bo wypełnioną tylko strachem i wątpliwościami. Z tymi uczuciami się budzę, z tymi uczuciami przeżywam każdy dzień, z tymi uczuciami zasypiam.

Leczenie farmakologiczne i psychoterapia potrafią pomóc, ale bez dobrze dobranych leków, w moim przypadku (czyli depresji klinicznej), rozmowy z psychologiem nie są w stanie przebudzić mnie do życia. Mam mądrego terapeutę, który cierpliwie siedzi ze mną w milczeniu, nie zmusza do rozmowy, jeśli nie mam na to siły. Gdy pojawia się we mnie chęć podzielenia się z nim choćby wydarzeniami z ostatniego tygodnia, nie osądza mnie. Niestety ja osądzam się sama. Bez przerwy. Wiem, że leki mogą pomóc mi w tym, by znów zobaczyć świat takim, jakim jest on naprawdę, dodać sił do życia i do pracy nad sobą podczas terapii. Ale leki zmieniano mi już tyle razy w ciągu lat, że w końcu zaczęłam tracić nadzieję na to, że jakikolwiek na mnie podziała.

Boję się. Dokładnie tak, jak napisałam wcześniej, ten irracjonalny lęk (często potęgowany np. przez sytuację w pracy), towarzyszy mi nieustannie. Inni potrafią po ciężkim dniu, po prostu o nim zapomnieć, zająć się czymś. Nie ja. Uśmiecham się coraz rzadziej, pracę wykonuję zdecydowanie wolniej niż kiedyś i z ogromnym wysiłkiem i boli mnie, gdy słyszę "Jesteś po prostu leniwa, gdybyś chciała przyłożyć się bardziej, pracowałabyś efektywniej". W duchu myślę wówczas "Obyś nigdy nie musiał mierzyć się z tym, z czym ja zmagam się od tylu lat. Zrozumiałbyś wtedy różnicę pomiędzy lenistwem, a niemocą". A tym jest między innymi depresja. To przytłaczające uczucie niemocy, które sprawia, że wstanie z łóżka, przebranie się, umycie, urastają do rangi potwornego problemu.

W mojej głowie, podobnie jak wielu innych osób z depresją, które miałam okazję poznać na drodze swojego życia, nie ma miejsce na radość, na chęci, na snucie marzeń i planów. Jeśli jakiegoś dnia zdarzy mi się uśmiechnąć, jeśli nie zapłaczę, to wydaje mi się to tak niesamowite, że aż nierealne.

Depresja zabija. Nawet jeśli nie zawsze dosłownie (nie każdy człowiek cierpiący na tę chorobę popełnia samobójstwo), to zabija duszę, a przynajmniej potężnie ją okalecza. Znikają pozytywne emocje, znikają siły do codziennego zmagania się ze światem i pozostaje się zawieszonym w jakiejś samotnej przestrzeni, pomiędzy życiem a śmiercią.

Tak, w dużym skrócie, wygląda od środka moja depresja. 

Dziękuję redakcji Poradni Strumień za możliwość wypowiedzenia się poprzez ten blog. Sama nie dałabym rady. Proszę też o to, by ten list zakończył wpis na Państwa blogu. I jeśli mogę, to skieruję się teraz do czytelników:


Proszę, napiszcie jak Wy radzicie sobie z tym nieustającym koszmarem, który tkwi w Was (może od kilku miesięcy, może od lat). Będę na pewno śledzić komentarze pod tym wpisem.


Raz jeszcze dziękuję redakcji i pozdrawiam zarówno zespół poradni, jak i wszystkich czytelników tego bloga.