czwartek, 30 kwietnia 2015

Leczenie farmakologiczne zaburzeń emocjonalnych

Nie ma wątpliwości, że w przypadku takich chorób jak depresja, nerwica czy choroba afektywna dwubiegunowa, konieczne jest korzystanie z farmakologii. Odpowiednio dobrane leki są w stanie pomóc chorym i ułatwić im codzienne funkcjonowanie. Ważne jest jednak, by z problemami zgłosić się w pierwszej kolejności do psychologa, który ułatwi nam zorientowanie się w sytuacji i odpowie na pytanie - czy to faktycznie depresja czy chwilowe obniżenie nastroju? Z wieloma zaburzeniami emocjonalnymi możemy poradzić sobie korzystając z psychoterapii, ale nie ze wszystkimi. Jeśli psycholog zaleci nam udanie się do psychiatry, zróbmy to.

Dlaczego psychiatra?

Czasem, gdy czujemy się gorzej, wybieramy się do lekarza rodzinnego. Niestety coraz chętniej przepisują oni leki, od których możemy się uzależnić (w przypadku problemów ze snem, od razu sugerują środki nasenne). W przeciwieństwie do psychiatry, nie stawiają jednak diagnozy i zamiast szukać źródła problemów, stosują pomoc doraźną. W efekcie często do psychiatry trafiają osoby nie dość, że z problemami natury emocjonalnej, ale już uzależnione od przepisywanych przez internistów leków.

leki


Rolą psychiatry jest rozpoznanie choroby i takie dobranie środków farmakologicznych, które pomogą nam wyeliminować źródło choroby, a nie tylko "zamaskować" jej objawy (np. wspomniane już problemy ze snem czy stany lękowe). Interniści swoim pacjentom potrafią nawet przepisać... psychotropy. W efekcie psychiatra musi nie tylko skupić się na leczeniu choroby pacjenta, ale i na jego uzależnieniu od leków, które zdążyło się już wykształcić.

Ostrożnie z farmakologią

Jeśli uważamy, że w naszej sytuacji pomóc mogą nam wyłącznie leki (a środki z apteki, bez recepty, nie eliminują stanów lękowych czy kłopotów ze snem), nie starajmy się szukać rozwiązań na własną rękę. Pamiętajmy, że decyzję o leczeniu zaburzeń psychicznych podjąć powinien psychiatra - dopiero po uzyskaniu od niego pisemnego potwierdzenia odnośnie przyjmowanych leków, możemy udać się do lekarza pierwszego kontaktu z prośbą o przepisanie zalecanych środków (i też wyłącznie w "podbramkowej" sytuacji, gdy np. leki się nam kończą, a nasz lekarz psychiatra jest z jakiegoś powodu niedostępny). Konieczne jest także przestrzeganie dawek zaleconych przez psychiatrę - nie należy bez porozumienia z nim ani odstawiać leków, ani zwiększać ich ilość. Tylko wówczas mamy szansę na wyleczenie i uniknięcie rozwoju uzależnienia.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

niedziela, 19 kwietnia 2015

Nałogi - nasze zgubne przyzwyczajenia

Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. To niewątpliwie prawda. Większość z nas ma tendencje do powtarzania pewnych czynności, które się w nas "zakorzeniły" i w pewien sposób kształtują to, kim jesteśmy. Niestety wiele przyzwyczajeń jest dla nas zwyczajnie groźnych - szkodzą one naszemu zdrowiu i naszej psychice.

Papieros do kawy

"Bez papierosa kawa nie smakuje tak samo" - mówi wielu palaczy, usprawiedliwiając tym potrzebę zapalenia już od samego rana. Inni twierdzą, że przyjemnie jest "puścić dymka" w czasie czytania porannej gazety lub po skończonym posiłku. 

papieros do kawy

Próba zerwania z nałogiem sprawia, że pojawia się frustracja, bo kawa nie daje już tego samego pobudzającego efektu co przy papierosie, a posiłek bez niego wydaje się niekompletny. Wytwarzamy swoiste rytuały wokół palenia, co sprawia, że uzależniamy się od papierosów nie tylko z uwagi na ich skład (nikotyna), ale i ze względu na wszystkie czynności, które wykonujemy przy okazji palenia. Brak papierosa zakłóca rytuał, wywołuje złość, poczucie pustki i dyskomfortu. Podobne mechanizmy działają też w przypadku

napojów gazowanych

zawierających duże ilości cukru. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale cukier pobudza w mózgu ośrodek "nagrody" sprawiając, że tak popularne jest np. podjadanie słodyczy w sytuacjach stresowych. Cukier łagodzi nieprzyjemne doznania, ale z czasem, gdy wytworzy się w naszym organizmie pewna tolerancja, dla poczucia przyjemności potrzebować będziemy go więcej. Między innymi z tego względu tak trudno zrezygnować z popularnych napojów dostępnych na rynku. Pijemy ich coraz więcej, a producenci sami nas do tego zachęcają, zwiększając np. objętości butelek. W restauracjach typu fast-food, na przestrzeni lat, wielkość kubków do których wlewane są napoje gazowane (zarówno małych, średnich jak i dużych) zwiększyła się trzykrotnie. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie naszych organizmów na uzależniający cukier, ale także pułapka, w którą łatwo wpaść.

Kieliszek wina "przed snem"

To rytuał coraz częściej popularny wśród kobiet. Niestety kobiety uzależniają się od alkoholu szybciej niż mężczyźni (znaczącą rolę odgrywa tu metabolizm), a "lampka wina" szybko przestaje wystarczać. Nie daje już tego samego efektu, co na początku, zatem dla jego osiągnięcia potrzebna jest większa ilość alkoholu. To powoduje, że - często bezwiednie - wchodzimy w proces uzależnienia. Jednak często kobiety tłumaczą same przed sobą, że piją kulturalnie, a wino to napój szlachetny, więc nie ma mowy o alkoholizmie. To błędne myślenie, ponieważ to wcale nie rodzaj trunku odgrywa rolę w rozwinięciu uzależnienia.

Jak walczyć ze zgubnymi przyzwyczajeniami?

Musimy uświadomić sobie, że nasze nawyki nam szkodzą. Bez tego i bez chęci wprowadzenia zmian w swoim życiu, nie osiągniemy sukcesu. Często jednak nawet silna potrzeba zerwania z nałogiem, okazuje się ponad nasze siły. W takiej sytuacji pomocna jest psychoterapia, a gdy i ona nie wystarcza, a problemem z jakim się zmagamy jest alkohol, środki farmakologiczne czy narkotyki, warto rozważyć skorzystanie z pomocy ośrodków odwykowych, w których uzyskamy dodatkowe wsparcie lekarza.

poniedziałek, 30 marca 2015

Źle się czujesz, masz wahania nastroju? Być może winna jest tarczyca

Tarczyca odpowiedzialna jest za produkcję hormonów – tyroksyny (T4) i trójodotyroniny (T3), niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania wszystkich tkanek i komórek w organizmie. Oznacza to, że w dużym stopniu, odpowiedzialna jest ona również za pracę układu nerwowego.

Choroby tarczycy mogą zatem wpływać negatywnie na samopoczucie, choć sam chory obwiniać za nie może przemęczenie pracą czy stres. Często nie jest też w stanie w żaden sposób wskazać, skąd pojawiło się u niego obniżenie nastroju. Jeśli kłopoty z określeniem przyczyn złego samopoczucia u Pacjenta ma również psycholog, warto pomyśleć o wykonaniu podstawowych badań. Morfologia pozwoli na określenie pracy tarczycy (w wynikach widnieje jako TSH), a w razie potrzeby można również wykonać USG narządu i sprawdzić czy nie pojawiły się w nim guzki - zwykle niegroźne, ale pozwalające na dalszą diagnostykę.

USG tarczycy
Badanie USG tarczycy jest całkowicie bezbolesne, a pozwala na wykrycie niepożądanych zmian w tym narządzie

Jeśli zatem "coś jest nie tak", ale nie sposób ustalić przyczyn u psychoterapeuty, a i środki mające poprawić samopoczucie (przepisane przez psychiatrę) nie działają tak, jak powinny, warto wrócić do podstaw i skontaktować się z lekarzem rodzinnym. Może się okazać, że przyczyna złego samopoczucia tkwi właśnie w nieprawidłowym funkcjonowaniu tarczycy.

Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

czwartek, 19 marca 2015

Samopoczucie a pogoda

Wiosna i jesień to te pory roku, które najbardziej utrudniają funkcjonowanie osobom szczególnie wrażliwym. Wahania temperatur, zmienna aura, wszechobecne infekcje - stanowią przysłowiowy "gwóźdź do trumny" dla każdego, kto zmaga się z problemami emocjonalnymi. Nawet leki mające na celu podwyższenie w organizmie poziomu serotoniny (odpowiedzialnej za lepsze samopoczucie), działają znacznie słabiej, gdy za oknem szaleje wichura, a niebo spowite jest chmurami.

smutna kobieta patrzy na deszcz


Co zatem robić?

Pozostaje... przeczekać. Gwałtowne zmiany pogody w końcu się ustabilizują, prawdziwie ciepła wiosna wreszcie nadejdzie a wraz z nią, naturalne źródło serotoniny dostarczane nam przez słońce. Nie musimy (a nawet nie powinniśmy!) jednak czekać na zmiany z założonymi rękami. To dobry czas, by zadbać o dietę (warzywa, owoce, orzechy, jogurty - bogate w przyjazne dla naszego organizmu bakterie). Warto też zacząć się więcej ruszać. Jeśli pogoda wyraźnie nie sprzyja spacerom - ćwiczmy w domu. Wysiłek fizyczny również poprawia samopoczucie, uwalnia bowiem hormony odpowiedzialne za dobry nastrój. Ważne, by ćwiczenia trwały przynajmniej 20 minut - przy okazji spalimy nadmiar zgromadzonego w czasie zimy tłuszczyku.

Wiosną dobrze jest także zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu na badania kontrolne. Podstawowa morfologia, badanie moczu, a w przypadku kobiet - cytologia i USG piersi, pozwolą na wychwycenie ewentualnych zmian chorobowych, które mogą dodatkowo przekładać się na gorsze samopoczucie. Warto również zbadać sobie tarczycę!

Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

czwartek, 26 lutego 2015

Jeśli dziecko nie słucha...

Zabiegani rodzice często zgłaszają się do psychologów ze swoimi dziećmi mówiąc, że te ich "ignorują". Ale czy rzeczywiście tak jest?

W zabieganym świecie często zapominamy, jak bardzo nasza rzeczywistość różni się od rzeczywistości kilkulatka. Do dziecka nie możemy zwracać się tak samo, jak do kolegi z pracy, życiowego partnera czy innej osoby dorosłej. Nie odrywając wzroku od komputera i wydając dziecku polecenia, nie dziwmy się, że maluch nie reaguje na nasze komunikaty.

Jeśli chcemy, by dziecko nas wysłuchało, musimy nawiązać z nim kontakt. Dobrze jest uklęknąć bądź przykucnąć przed naszą pociechą i spojrzeć jej w oczy. A następnie, w sposób przystępny, wyjaśnić o co nam chodzi. Im krótszy komunikat, tym lepsze osiągniemy rezultaty.

rozmowa z dzieckiem
Kontakt wzrokowy to pierwszy krok do udanej rozmowy z maluchem


Nikt nie lubi być zaskakiwany

Dzieci nie są tu wyjątkiem. Zastanówmy się, jak byśmy się poczuli, gdyby 5 minut przed wyjściem z pracy szef poinformował nas o dodatkowym, pilnym zadaniu, którego wykonanie zajmie nam przynajmniej trzy kwadranse? Czy nie lepiej poczulibyśmy się, gdyby zwierzchnik uprzedził nas o nim wcześniej, pozwalając przynajmniej na psychiczne przygotowanie się do dłuższego pozostania w pracy?

Tak samo jest z dzieckiem. Nie zaskakujmy go informacją podczas obiadu, że zaraz po zakończonym posiłku planujemy zabranie go np. do babci lub na zakupy. Powiedzmy mu o tym wcześniej, by mogło się oswoić z tym, że czekają je dodatkowe zajęcia. Jeśli zbliża się pora pójścia spać, nie zabierajmy dziecka za rękę każąc mu położyć się do łóżka, ale powiedzmy "Po dobranocce umyjemy ząbki i pójdziemy spać".

Jeśli zależy nam na konkretnej reakcji ze strony dziecka, nie sugerujmy mu, że dajemy mu wybór. Dlatego jeśli chcemy przekazać mu, że ma posprzątać zabawki, powiedzmy "Czas schować zabawki do pudełka" zamiast "Teraz posprzątamy zabawki, dobrze?". Ta druga forma może sprawić, że dziecko wprost odpowie nam "Nie". I nie bądźmy tym zaskoczeni, przecież pytając, zasugerowaliśmy maluchowi, że dajemy mu wybór.

Zatem zanim postanowimy zabrać dziecko do poradni psychologicznej, wypróbujmy tych kilka, prostych metod poprawienia wzajemnej komunikacji. Jeśli nie zadziałają, a nasza pociecha będzie wciąż ignorować nasze słowa, buntować się czy wręcz wpadać w histerię - wówczas poszukajmy powodów takiego zachowania. I w tym przypadku spotkanie z terapeutą dziecięcym faktycznie może pomóc w rozwiązaniu problemu.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

niedziela, 22 lutego 2015

Dlaczego psychoterapia jest ważna?

Często leczenie u psychiatry nie jest wystarczającym sposobem na uporanie się z depresją oraz innymi problemami emocjonalnymi. Leki ułatwiają funkcjonowanie, ale zwykle ich odstawienie powoduje nawrót choroby. Dlatego też należy sięgnąć głębiej i temu właśnie służy psychoterapia.

kobieta z depresją
Bez pomocy specjalisty zazwyczaj trudno jest odkryć podłoże przytłaczających nas problemów

O ile nie mamy do czynienia z depresją wynikającą z trudnego przeżycia (śmierć bliskiej osoby, wypadek, rozwód), konieczne jest odkrycie jej źródła. Czasem trzeba cofnąć się aż do czasów dzieciństwa. Człowiek często wypiera ze swojej świadomości bolesne przeżycia, ale w podświadomości wciąż one funkcjonują i każdego dnia wpływają na stan emocjonalny osoby chorej. Zadaniem psychologa jest wydobycie na światło dzienne tych wydarzeń. Dla Pacjenta jest to trudny proces, wymaga bowiem pozwolenia na to, by bolesne wspomnienia, przez lata wypierane, znów zaistniały w świadomości. Jednak tylko "rozdrapanie" starych ran i zrozumienie tego, jak na psychikę wpłynęły otrzymane w przeszłości ciosy, pozwala na przeprowadzenie odpowiedniego procesu leczenia i zabliźnienia tych ran na dobre.

Jednak nie zawsze ból duszy wynika z tego, co zdarzyło się przed laty. Równie często to obecna sytuacja w jakiej Pacjent się znajduje, wpływa na emocje. I choć są one lekceważone, a osoba chora nie łączy ze sobą rozgrywających się w jej życiu dramatów, to właśnie taka piramida "drobiazgów" zaczyna ją obciążać, prowadząc ostatecznie do załamania.

Sądziłam, że jestem po prostu zmęczona - mówi jedna z uczestniczek terapii - Dopiero podczas spotkań z psychologiem uświadomiłam sobie, że na przestrzeni ostatnich kilku lat wydarzyło się tak wiele w moim życiu, że moment załamania był kwestią czasu. Zawał mojej mamy, następnie wykrycie u niej raka, zachorowanie na białaczkę i w końcu śmierć drugiego członka rodziny, problemy w małżeństwie, zdrada... Nie działo się to wszystko jednocześnie, ale następowało jedno po drugim, więc nie miałam nawet czasu na oswojenie się z zażegnaniem jednego kryzysu, bo za chwilę pojawiał się następny. I znów musiałam walczyć.

Taki przewlekły stres prowadzi w końcu do wyczerpania psychicznego. Pacjent staje się apatyczny, zmęczony, ma trudności z koncentracją, a dodatkowo - podświadomie - oczekuje na nadejście kolejnego nieszczęścia i zamiast poświęcać swoje siły na regenerację po bolesnych zdarzeniach, kumuluje je w sobie przygotowując się na następny cios.

Bez względu na to, co wywołało depresję czy inne zaburzenia (które z depresją zwykle się łączą), pomoc specjalisty jest niezbędna. Przeprowadzenie dogłębnej analizy i pokazanie Pacjentowi sposobów na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, to pierwszy krok do prawdziwego wyzdrowienia.

Jeśli czujesz, że możesz potrzebować wsparcia psychologa, zadzwoń do nas - prowadzimy terapię w obrębie Warszawy i okolic: 504 242 340


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

środa, 28 stycznia 2015

Psychiatra z powołania czy zwykły naciągacz?

Lekarz - jeden z zawodów największego zaufania publicznego. Przynajmniej w teorii. Lekarz psychiatra? Tu sprawa jest jeszcze poważniejsza, ponieważ w ręce obcego człowieka oddajemy nie tylko fragment uszkodzonego ciała (złamana ręka, bolący kręgosłup), ale siebie. Bo to przecież nasza psychika definiuje nas samych, kształtuje nasze zachowania, od niej zależy nasze samopoczucie. Otwierając się przed psychiatrą, obnażamy własną duszę. 

Każdy psychiatra powinien legitymować się dyplomem ukończenia studiów doktoranckich na odpowiednim kierunku. Ale wiedza a etyka, niestety nie zawsze idą ze sobą w parze. Zwłaszcza, że psychiatra to zawód naprawdę dochodowy - 30 minut prywatnej konsultacji potrafi kosztować średnio nawet 150 zł!

Jak zatem zorientować się, że trafiliśmy na dobrego lekarza? Nie jest to proste, ale uspokoić powinno nas:
  • przeprowadzenie z Pacjentem szczegółowego wywiadu (nie tylko związanego z rodziną, okresem dzieciństwa i dojrzewania, ale także przechodzonych w przeszłości lub obecnie chorób somatycznych);
  • zorientowanie się jakie leki i w jakich dawkach przyjmuje Pacjent (dotyczy również leków bez recepty);
  • okazanie wyrozumiałości i ciepła Pacjentowi - to wyjątkowo istotne, ponieważ osoba cierpiąca na zaburzenia emocjonalne szuka u lekarza wsparcia (zwykle w swoim otoczeniu spotyka się z niezrozumieniem lub wręcz odrzuceniem);
  • lekarz powinien umożliwić Pacjentowi kontakt ze sobą tak, by w razie pojawienia się wątpliwości np. podczas przyjmowania leków, nie było konieczności umawiania się na kolejną (płatną!) wizytę, lecz by poradę można było uzyskać mailowo lub telefonicznie;
  • psychiatra zawsze powinien zainteresować się czy Pacjent uczęszcza bądź uczęszczał na psychoterapię - i dopytać o efekty takich spotkań; w razie możliwości i potrzeb, polecić ośrodek, w którym Pacjent znajdzie dodatkowe wsparcie terapeutyczne;
  • postawienie diagnozy - czasem nie wystarczy do tego jedna wizyta, jednak już po kilku spotkaniach, lekarz powinien orientować się czy ma do czynienia z osobą cierpiącą na dystymię, depresję kliniczną, CHAD, nerwicę lękową czy też innego rodzaju zaburzenia emocjonalne;
  • zawsze psychiatra powinien spytać czy Pacjent ma myśli samobójcze czy podejmował próby odebrania sobie życia i czy stosował wobec siebie autoagresję.

Jeśli lekarz tylko udaje zainteresowanie problemem, z pewnością nie przeprowadzi pełnego wywiadu, skupi się na przepisaniu leków i wyznaczeniu terminu kolejnej wizyty. W przypadku braku efektów leczenia, zwiększać będzie dawki leku, nawet jeśli Pacjent wyraźnie informuje, że pomimo przyjmowania niemal maksymalnej dawki leku, jego samopoczucie się pogarsza (tu należy jednak zauważyć, że większość leków antydepresyjnych zaczyna działać po 2-3 miesiącach. Jeśli po kolejnych tygodniach nie widać poprawy, wówczas można rozważyć zwiększenie dawki. Dalszy brak poprawy lub wręcz gorsze samopoczucie, przemawiają za zmianą leczenia).

Czasem ciężko trafić jest na zaangażowanego psychiatrę czy psychoterapeutę. Poniżej publikujemy opowieść 35-letniej kobiety, która z depresją zmaga się od blisko 15 lat. Na jej prośbę, pomijamy imię tej Pacjentki.

młoda kobieta cierpiąca na depresję


Pierwszy raz do psychologa trafiłam po rozwodzie rodziców, mając 5 lat. Już wtedy było jasne, że różnię się od rówieśników i tak jest do tej pory. Po względnie szczęśliwym przejściu podstawówki, zaczęły się problemy z brakiem akceptacji w liceum. Łzy towarzyszyły mi do czasu zmiany szkoły. Potem było gorzej - studia. Złe samopoczucie wciąż zrzucałam na karb "dojrzewania". Jednak po ukończeniu 25-ego roku życia uznałam, że dzieje się coś więcej, że moje fatalne samopoczucie to nie efekt zakończonego niedawno, wyjątkowo trudnego związku czy mobbingu w pracy. Gdy na ulicy spotkałam przyjaciółkę, a ta spytała, co u mnie słychać, rozpłakałam się i nie mogłam uspokoić przez dobry kwadrans. To wtedy uznałam, że albo ze sobą skończę, albo zacznę szukać pomocy.
W moim mieście odwiedziłam 7 psychologów. 3 ewidentnie interesował tylko mój portfel (pobierali "abonament" - nawet gdy nie mogłam zjawić się na wizycie, choćby z uwagi na chorobę, musiałam zapłacić tak, jakby się odbyła). 3 kolejnych wprost powiedziało, że nie udźwigną mojego przypadku, co było dla mnie dodatkowym gwoździem do trumny. Tylko jedna terapeutka pomogła mi na tyle, że przestałam budzić się z wyrzutami sumienia i myślami samobójczymi. Uznała jednak, że moja "osobowość dystymiczna" to jedno, a widoczna u mnie depresja, to drugie. Wprost powiedziała mi, że powinnam zgłosić się do psychiatry. Wówczas nasze spotkania zakończyła.
Pierwsza pani "doktor" już na pierwszy ogień przepisała mi jeden z najsilniejszych leków, praktycznie nie przeprowadzając ze mną wywiadu. Lek doprowadził do powstania arytmii, z którą borykam się do dzisiaj. Druga psychiatra przyjęła mnie jak jednostkę zakłócającą jej spokój - całą wizytę paliła papierosa i spoglądała na zegarek (czułam się tak, że miałam ochotę uciec), aż w końcu dała mi recepty i na tym nasze drogi się rozeszły. Trzeci był mężczyzna. Sądziłam, że potraktuje sprawę poważniej. Niestety - na każdą wizytę spóźniał się przynajmniej 30 minut (rekord to półtorej godziny), a podczas wizyty opowiadał mi głównie o własnych problemach w pracy. Zrezygnowałam po kilku spotkaniach, ponieważ i on ograniczał się do wręczania mi recept, bez jakichkolwiek dociekań odnośnie moich problemów, choćby kardiologicznych.
Wreszcie trafiłam na wspaniałą psychiatrę, która miała mnie pod opieką 3 lata. Jednak im większym powodzeniem cieszyła się wśród Pacjentów, z tym mniejszym zainteresowaniem traktowała ich problemy. Przez większość wizyt odbierała telefony i zapisywała kolejnych Pacjentów w swoim kalendarzyku (15 minut rozmowy ze mną, 15 minut umawianie spotkań z kolejnymi "złotówkami"). Ostatnio zaś, znając świetnie moją historię, przepisała mi lek na widok którego mój własny kardiolog niemal nie dostał zawału. Okazało się, że przyjmując go, mogłabym trwale uszkodzić sobie serce.
Moja historia jest smutna, ale wierzę, że są lekarze, którym z czasem nie przewraca się w głowach od inkasowanych pieniędzy i dla których Pacjent zawsze będzie najważniejszy. Czy takiego lekarza jeszcze znajdę? Nie wiem. Jestem po próbie samobójczej. Daję sobie ostatnią szansę na pomoc. Oby tym razem się udało. Czego sobie i wszystkim znajdującym się w podobnej sytuacji do mojej, życzę z całego serca.