sobota, 22 czerwca 2013

Pograniczne zaburzenie osobowości

Znane również jako "osobowość chwiejna emocjonalnie" czy "osobowość borderline" może być czasem mylona z chorobą afektywną dwubiegunową. W obu tych zaburzeniach występują bowiem okresy gwałtownych zachowań, lęku i epizodów depresyjnych. Jeśli jednak bliżej przyjrzymy się zaburzeniu określanym jako "borderline" zauważymy istotne różnice pomiędzy nim a ChAD.

Niepewność siebie i wieczna pustka

Osoby cierpiące na pograniczne zaburzenie osobowości odczuwają wiele emocji, które prowadzą często do autodestrukcyjnych zachowań. Przeżywają silne wyrzuty sumienia, dręczy ich poczucie winy, a jednocześnie często sami prowokują sytuacje, w wyniku których dochodzi do uwolnienia wspomnianych wyżej negatywnych emocji.

borderline
123RF Zdjęcie Seryjne
Chory często czuje się, jakby balansował na cienkiej linie, raz przechylając się w jedną, raz w drugą stronę. Nigdy nie jest pewny swojego kolejnego kroku, nie wie czego spodziewać się po sobie, ale nie wie też, czego może spodziewać się po innych.


Osobowość bordeline wyróżniają:
  • wahania nastroju
  • napady silnej złości i gniewu
  • niestabilny obraz samego siebie
  • trudne i nacechowane silnymi emocjami związki z innymi ludźmi (z jednej strony istnieje potrzeba bycia blisko ludzi, z drugiej pojawia się obawa przed zranieniem i odepchnięciem)
  • silny lęk przed odrzuceniem
  • działania autoagresywne (nadużywanie alkoholu, narkotyków, leków, samookaleczanie się, anoreksja)
  • uczucie pustki w życiu
  • powtarzające się w różnych odstępach czasu napady lęku bliskiego odczuwaniu paniki (trwające od kilku godzin do kilku dni)
  • paranoiczne myślenie
  • wystawianie bliskich "na próby" cierpliwości
  • nieumiejętność "samouspokojenia" w sytuacji stresującej
  • depresja
Nie u każdego z osobowością borderline muszą wystąpić wszystkie wskazane powyżej objawy. Wspólne dla chorych jest jednak doświadczenie w dzieciństwie traumy, która mogła wywołać chorobę (eksperci wciąż nie są zgodni co do powodów występowania pogranicznego zaburzenia osobowości, niektórzy wskazują na brak równowagi chemicznej w mózgu). Trauma ta mogła mieć podłoże fizyczne, seksualne lub emocjonalne, wynikać z zaburzonych relacji z jednym lub obojgiem rodziców. Takim trudnym przeżyciem mógł być zatem ich rozwód, śmierć lub zaniedbania jakich dopuszczali się względem swojego dziecka.

Emocje z wczesnego okresu zakorzeniają się i pierwsze symptomy zaburzenia osobowości, można dostrzec już w dzieciństwie, jednak najsilniej borderline daje znać o sobie po dwudziestym roku życia. Wówczas chorzy zaczynają wchodzić w skomplikowane związki, przepełnione z jednej strony namiętnością, a z drugiej ciągłą obawą o porzucenie. W efekcie dochodzi do burzliwych konfliktów, z których jeden okazuje się przełomowy i kończy relację. Często to chory pierwszy rezygnuje z walki o związek (woli odejść niż zostać porzuconym).

Metody leczenia

Ogromną rolę odgrywa tu psychoterapia, ale również farmakologia może znacznie ułatwić życie osoby z typem osobowości borderline. Leki są w stanie przynieść ukojenie i wyciszenie w napadach panicznego lęku, a stabilizatory "wyrównują" chwiejną osobowość, dzięki czemu komfort życia chorego ulega znacznej poprawie. Psychoterapia z kolei pozwala dotrzeć do źródła problemu, "rozprawić się" z wydarzeniami z przeszłości i nauczyć wypracowywania nowego modelu zachowań, pokonywania lęków i cieszenia się życiem.

Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

sobota, 8 czerwca 2013

Hipochondria

Hipochondryków, osoby które w nadmiernym stopniu wsłuchują się w swoje ciało i doszukują się w nim rozwijających się (i zwykle poważnych) chorób, często traktujemy pobłażliwie. Mówimy "Znów sobie coś wymyślił" albo "No, to teraz na co chorujesz?". Również samą hipochondrię wiele osób sprowadza do poziomu błahostki i gdy ktoś w towarzystwie wspomni, że kiepsko się czuje, może usłyszeć w odpowiedzi "Oj nie bądź taki hipochondryk!".

Tymczasem hipochondria jest poważną chorobą emocjonalną, która niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw i która w znacznym stopniu obniża komfort życia osoby nią dotkniętej.

źródło: 123RF.com

Hipochondrycy zwykle skupiają się na chorobach bezpośrednio zagrażających życiu. Każdy ból brzucha odczytują jako raka żołądka, kaszel oznacza dla nich raka płuc, a wysypka na skórze staje się wstępem do toksyczno-rozpływnej choroby naskórka. Ból głowy to sygnał tętniaka lub guza mózgu - wymieniać można w nieskończoność. Hipochondryk usiłuje często samodzielnie potwierdzić własną diagnozę, a w ostatnich latach dostęp do publikacji medycznych ma wyjątkowo ułatwiony. Przegląda więc sieć i czyta blogi, posty na forach, komentarze w serwisach poświęconych konkretnym chorobom i utwierdza się w przekonaniu, że jego życie jest zagrożone. Tymczasem kolejni lekarze odsyłają go z kwitkiem mówiąc, że nic mu nie dolega, a wyniki badań są prawidłowe. Czy to uspokaja hipochondryka? Zazwyczaj nie (szuka innego lekarza) lub na krótko - do czasu zdiagnozowania u siebie kolejnej choroby.

Ból jest realny

Hipochondrycy odczuwają prawdziwy ból fizyczny i często rzeczywiście ich objawy somatyczne mogłyby wskazywać na chorobę, na którą - jak sądzą - zapadli. Siła sugestii jest tak potężna, że jest w stanie spowodować nawet paraliż.

Skąd bierze się ta choroba?

Hipochondria ma wiele podłoży, najczęściej jednak spotkać można się z dwoma:
1. Potrzeba zwrócenia na siebie uwagi - wielu hipochondryków dorastało w rodzinach, w których nadmiernie skupiano na się na zdrowiu. Dziecko, obserwując zachowanie starszych, automatycznie zaczyna je przejmować i zakorzenia się w nim przeświadczenie, że jedyny sposób zamanifestowania swojej obecności, to choroba. Z czasem to uczucie ugruntowuje się w jego podświadomości i, już jako osoba dorosła, nie jest nawet w stanie powiązać swoich wyimaginowanych lęków z przeżyciami z dzieciństwa. I w większości przypadków hipochondria to wołanie o pomoc, nie chęć bycia "pępkiem Wszechświata", jak mogą sądzić niektórzy.
2. Manifestacja lęku - osoba cierpiąca na hipochondrię przeżywa silny lęk emocjonalny, z którym nie umie sobie poradzić. Podświadomie "maskuje" go i zastępuje fizycznymi dolegliwościami. Skupia swoją uwagę na chorobach, uciekając od sedna problemu.

Życie z hipochondrią nie jest proste, szczególnie dla osób zdających sobie sprawę z tego, że ich skupienie na zdrowiu wymyka się spod kontroli. Tacy ludzie z jednej strony wyszukują u siebie dolegliwości, z drugiej wstydzą się mówienia o nich lekarzowi. Są w ciągłym konflikcie ze sobą, zastanawiają się czy rzeczywiście coś się wydarzyło, czy coś im dolega czy też kolejny objaw to tylko efekt strachu przed faktycznym zachorowaniem?

Zagrożenia

Hipochondrycy nie tylko powodują, że otoczenie zaczyna lekceważyć ich obawy związane ze stanem zdrowia i tym samym przestaje reagować nawet w sytuacji faktycznego zagrożenia ich życia, ale często eksperymentują z lekami na własną rękę. Skoro lekarze nie są w stanie im pomóc, zaczynają samodzielnie się "leczyć". Bywa, że łykają kilkanaście (lub więcej) tabletek na dobę - zwykle dostępnych bez recepty. Mieszają ze sobą multiwitaminy, preparaty wzmacniające, przeciwbólowe, przeciwzapalne. Uzależniają się od tych środków i często doprowadzają swój organizm do ruiny.

Hipochondrię można wyleczyć

Farmakologia i psychoterapia zwykle są w stanie powstrzymać rozwój choroby, a z czasem całkowicie ją wyleczyć. Dobrze dobrane leki przeciwlękowe powodują, że hipochondryk jest w stanie się uspokoić, a jego myśli nie krążą obsesyjnie wokół tematu zdrowia. Psychoterapia z kolei pozwala odnaleźć źródło problemu i zmierzyć się z nim. Po wygranej walce pozostaje już wyłącznie czerpanie radości z życia.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

sobota, 25 maja 2013

Choroba afektywna dwubiegunowa

Dziś poruszę temat niezwykle trudny, ponieważ i schorzenie, o którym będę pisać, jest wyjątkowo skomplikowane. Ten post z całą pewnością nie wyjaśni wszystkich problemów dotyczących CHAD (zwanej też psychozą maniakalno-depresyjną), ale spróbuję przybliżyć czytelnikom tego bloga jej charakterystykę.

                                                               źródło: jacobmichaelwhite.hubpages.com via Jake on Pinterest


Ze skrajności w skrajność


Choroba afektywna dwubiegunowa jest niezwykle trudna do zdiagnozowania. Miewa okresy całkowitego wyciszenia, po czym wraca, często z nasilonymi objawami.

Charakterystyczne w CHAD jest przeplatanie się dwóch skrajnych epizodów:
  • depresji
  • i tak zwanej manii
Chory tygodniami może wykazywać objawy charakterystyczne dla depresji - brak apetytu, brak chęci do życia (nawet podejmowanie prób samobójczych), nieumiejętność znalezienia w sobie siły do wykonywania najprostszych czynności, widzenie świata w ciemnych barwach. Jeśli taka osoba trafi do psychiatry, z dużym prawdopodobieństwem usłyszy, że cierpi na depresję i otrzyma odpowiednie leki. Niestety nie przyniosą one skutku, ponieważ leczenie CHAD polega na zupełnie innych sposobach walki z chorobą, o czym napiszę za chwilę.

Po okresie złego samopoczucia, następuje nagła poprawa nastroju. Lekarz prowadzący może odczytać ją jako działanie przepisanych leków i uznać, że wszystko jest na dobrej drodze. Jeśli nie przeprowadzi dokładnego wywiadu, może utwierdzić się w tym błędnym przekonaniu. Poprawa nastroju w chorobie afektywnej dwubiegunowej, nie jest bowiem zwykłym polepszeniem samopoczucia. Chory wchodzi w stan manii.

Radość? Nie. Euforia.

W stanie manii, chory ma poczucie absolutnego braku ograniczeń. Czuje nadludzki wręcz przypływ sił, cały czas jest w znakomitym nastroju. Wpada na mnóstwo pomysłów, które często bez zastanowienia realizuje (np. wydaje wszystkie oszczędności na sportowy samochód). Przestaje sypiać, ponieważ twierdzi, że nie czuje senności i sen wcale nie jest mu potrzebny - przecież czuje się świetnie! Nawiązuje nowe znajomości, które często kończą się przygodnym seksem.

Zapanowanie nad chorym, który przechodzi epizod manii, jest niezwykle trudne. Często najbliższe mu osoby nie są w stanie powstrzymać osoby cierpiącej na CHAD przed ryzykownymi zachowaniami. Pilnowanie chorego jest ponad ich siły - a kontrola jest niezbędna przez całą dobę.

Powrót do normalności. Na chwilę.

Po epizodzie manii może na nowo pojawić się epizod depresyjny, może też nastąpić wyciszenie choroby. Długość trwania poszczególnych epizodów bywa różna i może być inna u każdego chorego. Zdarzają się epizody trwające kilka dni, ale także takie, które ciągną się tygodniami. Także nasilenie objawów nie jest u każdego takie samo, dlatego też początek choroby afektywnej dwubiegunowej dość łatwo można przeoczyć. Zwłaszcza, że wyróżnia się dodatkowo aż kilka typów tego zaburzenia:
  • typ pierwszy – objawy depresyjne i maniakalne o dużym nasileniu i kilkumiesięcznym czasie trwania (CHAD I)
  • typ drugi – objawy depresji i hipomanii trwające do trzech tygodni (CHAD II)
  • rapid cycling – w ciągu roku występują co najmniej cztery różne epizody zaburzeń afektywnych
  • ultra rapid cycling -w ciągu roku występuje kilkanaście epizodów zaburzeń afektywnych
  • typ sezonowy – epizody depresji występują w okresie jesienno-zimowym; epizody manii w okresie wiosenno-letnim
Jak wygląda leczenie?

Osoby dotknięte CHAD otrzymują tzw. stabilizatory, leki mające jak najdłużej utrzymać ich zachowanie w granicach normy i nie dopuścić do wystąpienia poszczególnych epizodów. Zarówno rodzaj stabilizatora jak i dawka, ustalana jest zawsze indywidualnie. Niestety jak dotąd nie odkryto leku, który w 100% byłby w stanie wyleczyć chorobę afektywną dwubiegunową, możliwe jest tylko łagodzenie jej przebiegu.

Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

sobota, 18 maja 2013

Uzależnienia

Gdy słyszymy hasło "uzależnienie", często przed oczami staje na obraz alkoholika czy narkomana. Rzadziej - osoby palącej. Ale uzależnionym można być tak naprawdę od wszystkiego: seksu, Internetu, robienia zakupów. A powód popadnięcia w nałóg jest zwykle taki sam w każdym przypadku - wykonywana czynność coś nam rekompensuje, wypełnia uczucie wewnętrznej pustki. Czym spowodowanej? Tu już sprawa jest indywidualna.

                                                                        źródło: recoveryconnection.org via Prescription on Pinterest


Przyzwyczajenie, nawyk czy uzależnienie?

Fakt, że jakąś czynność wykonujemy często i z przyjemnością (np. gramy w ruletkę w kasynie) nie oznacza jeszcze, że jesteśmy uzależnieni. Jeśli bez trudu potrafimy zająć myśli czymś innym, a do wspomnianego zajęcia powrócić po jakimś czasie - wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak nasze myśli zaczynają coraz częściej krążyć wokół jednego tematu, czujemy się poirytowani gdy nie jesteśmy w stanie zrealizować naszej potrzeby (np. napić się alkoholu, zapalić papierosa czy skorzystać z Internetu) wówczas możemy już mówić o uzależnieniu.

Czy to choroba?

Tak - uzależnienie jest chorobą, w której decydującą rolę odgrywa psychika. Jednak i ciało reaguje na uzależnienie. Gdy potrzeba jest zaspokajana, chory może odczuwać stany euforyczne, czuje się rozluźniony, ma wrażenie poczucia bezpieczeństwa. Gdy jednak zostanie pozbawiony możliwości realizacji tej konkretnej potrzeby, czuje złość, frustrację, staje się niespokojny, a czasem agresywny. Zwłaszcza w trudnej sytuacji są osoby uzależnione od takich używek jak narkotyki, alkohol czy niektóre leki (brane "rekreacyjnie") - ich ciało domaga się substancji, do otrzymywanie której zostało przyzwyczajone, a gdy go nie otrzymuje, pojawiają się często bóle głowy, dreszcze, zimne poty czy ogólne osłabienie.

Sposób na życie


Niestety uzależnienia stają się często sposobem na radzenie sobie w życiu. Rozpoczęcie dnia od tabletki przeciwbólowej lub uspokajające, kieliszka wódki itp. pozwala na chwilę "zaczarować" rzeczywistość, wprowadzić wewnętrzny spokój. Taki nawyk szybko może przerodzić się w trudne do zwalczenia uzależnienie, ponieważ chory będzie przekonany, że jedynie jego sposób na stres pozwoli mu jakoś "przebrnąć przez dzień". Bez niego czuje się niespokojny i niespełniony, czuje pustkę wymagającą natychmiastowego zapełnienia.

Niestety uzależnienia, zwłaszcza od leków i alkoholu, często ze sposobu na życie zmieniają się w sposób... na śmierć. Chory sięga po coraz silniejsze dawki, ponieważ dotychczasowe przestały już na niego działać. Eksperymentuje, mieszając różne specyfiki. W ten sposób tworzy zabójcze dla siebie kombinacje, które mogą skończyć się naprawdę tragicznie (wystarczy przypomnieć sobie głośne sprawy przedawkowania leków wymieszanych z alkoholem, które, choćby w przypadku Whitney Houston, skończyły się dramatycznie).

Czas na zmianę

Z uzależnienia, bez względu na to jaką przyjmuje ono formę, można na szczęście wyjść. W większości przypadków konieczna jest psychoterapia, ponieważ tylko poznając swoje prawdziwe potrzeby uda nam się pokonać uzależnienie. Zaczniemy realizować to, co naprawdę jest dla nas ważne i istotne, zamiast zapełniać wewnętrzną pustkę substytutami tego, czego rzeczywiście potrzebujemy.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!


sobota, 11 maja 2013

Zaburzenia odżywiania - fakty i mity

Choć o anoreksji i bulimii mówi się coraz głośniej i, przynajmniej w teorii, świadomość społeczna i wyczulenie na te problemy wzrosły, to wciąż tak naprawdę wiele osób nie zdaje sobie sprawy z powagi tych zaburzeń. A także - z ich różnorodności.

Co wiemy o zaburzeniach odżywiania?

Pierwsze skojarzenie to "anoreksja" czyli "jadłowstręt". Drugie - "bulimia" (objadanie się, a następnie prowokowanie wymiotów). Kolejne skojarzenie dotyczy grupy osób, których zaburzenia dotyczą - dziewczęta w wieku dojrzewania.

Na ile powyższe skojarzenia są prawidłowe? Sprawdźmy.

                                                                         źródło: Uploaded by user via Jill on Pinterest


1. Zaburzenia odżywiania to wyłącznie dwie choroby: anoreksja i bulimia

To mit. Epizody anoreksji mogą bowiem przeplatać się z napadami bulimicznymi i wówczas nie można zaklasyfikować takich zaburzeń ani do jednej, ani do drugiej grupy - choć zaburzeniami odżywiania niewątpliwie są i wymagają leczenia.

Dodatkowo w ostatnich latach pojawiły się nowe ED (z angielskiego "eating disorders" czyli właśnie "zaburzenia odżywiania").

Orotoreksja to obsesja na punkcie zdrowej żywności. Osoba chora tak komponuje posiłki, by znalazły się w nich wyłącznie zdrowe produkty. Próby nakłaniania chorego do nawet najmniejszego odstępstwa od tej reguły, mogą wywołać u ortorektyka atak paniki, a nawet agresji.

Coraz częściej mówi się też o "brideoreksji", czyli odchudzaniu związanym z planowanym ślubem. Obsesja na punkcie diety i odchudzenia się "do sukienki" może łatwo przerodzić się w inną formę zaburzeń odżywiania.

2. Zaburzenia odżywiania dotykają tylko dziewcząt w wieku dojrzewania

Nieprawda! Chorują zarówno chłopcy (choć rzeczywiście rzadziej) jak i dziewczęta (niestety coraz młodsze). Ale zaburzenia odżywiania dotykają też osób dorosłych, często po trzydziestym roku życia.

3. Zaburzenia odżywiania to wynik fanaberii i chęci osiągnięcia wyglądu "gwiazd"

Choć czasem brak akceptacji swojego wyglądu i chęć upodobnienia się do konkretnej piosenkarki, aktorki czy modelki, może być pierwszym etapem choroby, to absolutnie nie można traktować osoby chorej jako rozkapryszonej jednostki z fanaberiami. Zaburzenia odżywiania mogą bowiem manifestować wiele poważnych problemów:
  • trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami
  • kłopoty w rodzinie
  • uczucie zagubienia w życiu (kontrola posiłków staje się wówczas jedyną sferą, nad którą chory jest w stanie w pełni zapanować)
  • i wielu innych
Często zaburzenia odżywiania to ciche wołanie o pomoc, którego absolutnie nie można zlekceważyć. Jeśli widzimy, że ktoś z naszych znajomych gwałtownie traci na wadze, a jego zainteresowania zaczynają ograniczać się do komponowania posiłków i liczenia kalorii, warto spróbować przekonać go do spotkania z psychoterapeutą.

4. Zaburzenia odżywiania mogą doprowadzić do śmierci

To prawda. Osoby cierpiące z powodu ED nie tylko tracą na wadze w zawrotnym tempie, ale też doprowadzają do ruiny swój organizm. Pojawiają się problemy z układem krążenia, u dziewcząt zanika okres (w skrajnych przypadkach choroba doprowadzić może do trwałej bezpłodności). Ciało słabnie, a poszczególne narządy zaczynają kolejno się "wyłączać". Brak interwencji lekarskiej może doprowadzić do śmierci.

5. Osoby chore zawsze wymagają hospitalizacji

Do szpitala rzeczywiście powinny trafić osoby wycieńczone chorobą, których zdrowie i życie jest zagrożone. Jednak najistotniejsze jest leczenie psychiki chorego - i taką terapię warto rozpocząć jak najwcześniej. Dzięki prawidłowo poprowadzonej psychoterapii, hospitalizacja może okazać się zbędna, a z pomocą psychologa osoba chora odzyska umiejętność właściwego i zdrowego podejścia do kwestii odżywiania.

Warto jednak pamiętać - ED, jak każde inne uzależnienie, może przez długie lata pozostawać w uśpieniu i pod wpływem trudnej sytuacji życiowej, na nowo się uaktywnić i stać się sposobem "radzenia sobie"
z trudnościami.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

sobota, 27 kwietnia 2013

Kiedy liczenie baranów nie pomaga, czyli kilka słów o bezsenności

Często słowa "bezsenność" używamy określając wszelkie problemy związane ze snem. Tymczasem tak naprawdę stan ten dotyczy wyłącznie osób, które w ogóle nie są w stanie spać. Spotkałam kiedyś młodą kobietę, która uskarżała się na bezsenność i spytałam jak dokładnie wyglądają u niej próby zasypiania i od kiedy ten stan trwa. Okazało się, że problem występował jedynie nocą - w ciągu dnia, wyczerpana "zarwanymi" nocami, zasypiała błyskawicznie i potrafiła przespać kilka godzin. W takiej sytuacji nie możemy mówić zatem o bezsenności, ale o zaburzeniach snu.

                                                      źródło: healthworkscollective.com via HealthWorks Collective on Pinterest


Najczęściej do psychologów lub psychiatrów trafiają osoby, które:
1. Długo nie mogą zasnąć (przez godzinę lub dłużej)
2. Wybudzają się w środku nocy i mają problem z ponownym zapadnięciem w sen
3. Budzą się zbyt wcześnie (np. o 4:00 lub 5:00) i nie są w stanie już wrócić w objęcia Morfeusza

Wszystkie trzy rodzaje zaburzeń snu są rzeczywiście uciążliwe dla dotkniętych nimi osób, zwłaszcza że taki niepełny bądź przerywany sen, nie regeneruje należycie naszego organizmu. Bywa wręcz, że wstajemy z łóżka bardziej zmęczeni niż przed położeniem się spać. Na szczęście w wielu przypadkach wystarczy zmiana nawyków, byśmy znów mogli cieszyć się zdrowym snem.

Dlaczego nie śpimy?

Najczęściej winni jesteśmy my sami, choć ciężko się do tego przyznać. Przez długie godziny siedzimy przed komputerem lub telewizorem, w całym domu mamy zapalone światła i organizm nie otrzymuje sygnału o tym, że zbliża się pora udania na spoczynek. Tak duża ilość światła w godzinach wieczornych, zwyczajnie "ogłupia" nasz mózg, który jest zdezorientowany i w efekcie sygnały o tym, że pora iść spać, zaczyna wysyłać dopiero wówczas, gdy my leżymy już w łóżku, wściekli, że nie możemy zasnąć. Wściekłość też zresztą nie pomaga, ponieważ adrenalina wybudza nas dodatkowo i wpadamy w błędne koło.

Jak sobie z tym radzić?
1. Wieczorem nie zapalać "górnego" światła, lepiej by włączone były tylko lampki (np. przy biurku, jeśli przy nim pracujemy lub się uczymy)
2. Warto oduczyć się oglądania po nocach telewizji (światło z ekranu równie skutecznie jak to, emitowane z żarówek, zakłóca nasz dobowy rytm)
3. Zrezygnujmy z siedzenia wieczorem przed komputerem - a jeśli jest to absolutnie niemożliwe, zainstalujmy oprogramowanie, które stopniowo w ciągu dnia wyciemnia ekran monitora. Po kilku dniach można się do tych zmian przyzwyczaić, nie obciążają one oczu, za to korzystnie wpływają na nasz dobowy rytm.
4. Dieta - jeśli mamy kłopoty ze snem, nie przesadzajmy z ilością kofeiny! A jest ona przecież nie tylko w kawie, ale także w wielu napojach gazowanych, również tych najpopularniejszych.
5. Jeśli to możliwe, wybierzmy się wieczorem na półgodzinny spacer (latem to wręcz sama przyjemność). Dotleniony organizm również będzie lepiej funkcjonował i chętniej zacznie z nami współpracować w kwestii zapadania w sen.

Jeśli przyczyną naszych problemów ze snem są stresy, do powyższych czynności dołączmy jeszcze ułatwiające zasypianie i wyciszenie leki. Nie muszą być to od razu specyfiki przepisywane na receptę (od takich łatwo się uzależnić, głównie psychicznie: "Nie mam tabletki? Na pewno nie zasnę!", a przy odstawieniu może pojawić się tzw. bezsenność z odbicia). W aptece warto zatem poprosić farmaceutę o odpowiedni dla nas środek. Na uregulowanie rytmu dobowego, wielu osobom pomaga melatonina, z kolei "nerwusom", którzy po przyłożeniu głowy do poduszki rozpamiętują porażki minionego dnia lub stresują się dniem nadchodzącym, pomóc może syrop Neospasmina. Zanim jednak poprosimy o konkretny preparat, koniecznie poradźmy się aptekarza lub lekarza rodzinnego. Na własną rękę lepiej nie leczyć problemów ze snem. Zwłaszcza, jeśli utrzymują się one kilka tygodni. Wówczas wizyta u lekarza jest absolutną koniecznością.


Treści publikowane na tym blogu mają wyłącznie charakter informacyjny i nie mogą zastąpić konsultacji z lekarzem!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przewlekły stres

W poprzednim poście poświęconym nerwicy, wspomniałam o przewlekłym stresie jako jednym z czynników, który może do niej doprowadzić. I myślę, że warto poświęcić mu nieco czasu i miejsca na tym blogu, ponieważ to właśnie on jest sprawcą wielu problemów zdrowotnych - nie tylko w sferze psychicznej czy emocjonalnej.

Sytuacje stresowe przytrafiają się każdemu z nas i co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. Klasówka w szkole, egzamin na studiach, korek uliczny w drodze do pracy, zły humor szefa - można by wymieniać w nieskończoność. Chcąc nie chcąc musimy się z tymi problemami zmierzyć, a nasze ciało nam w tym pomaga. Przyspieszone bicie serca, szybszy oddech, napięcie mięśni, uwolnienie adrenaliny: tak organizm przygotowuje nas na poradzenie sobie z niekomfortową sytuacją i ten mechanizm działał już u naszych praprzodków. Jest on oczywiście bardzo pomocny w jednorazowej sytuacji, w której takie napięcie może stać się bodźcem do działania i ułatwić nam poradzenie sobie z konkretnym problemem. Wyobraźmy sobie jednak, że organizm reaguje w opisany wyżej sposób nie raz na jakiś czas, ale codziennie.


Przewlekły stres to właśnie taka ciągła gotowość naszego ciała do podjęcia walki. A ponieważ mamy tendencję do dość szybkiego adoptowania się do otaczających nas warunków, szybko zaczynamy traktować wysyłane przez ciało sygnały jako normę i tym samym nie uświadamiamy sobie, że żyjemy w przewlekłym stresie, który normą nie jest. Możemy oczywiście czuć się zaniepokojeni ciągłym zmęczeniem, uporczywymi bólami głowy, uciskiem w żołądku, ale zbyt zajęci codzienną walką z obowiązkami, połykamy po prostu kolejne tabletki przeciwbólowe, nie wnikając w przyczynę dolegliwości.

Żyć na zwiększonych obrotach jednak nie da się w nieskończoność. Wyczerpany organizm zaczyna wysyłać nam zatem kolejne sygnały, a lista typowo fizycznych dolegliwości zaczyna się wydłużać. Ciągłe napięcie zaczyna powodować bóle karku i pleców, pojawiają się mdłości, problemy ze snem i koncentracją. Przewlekły stres może manifestować się nawet problemami natury dermatologicznej - pokrzywkami (zwykle na dekolcie lub dłoniach).

Co zatem można zrobić? Przede wszystkim zastanowić się czy nasza codzienność rzeczywiście przysparza nam zmartwień i problemów i czy zmagamy się każdego dnia z dużą ilością obowiązków. Jeśli tak jest i przyznamy uczciwie, że czujemy jak zaczyna brakować nam sił - najważniejszą kwestię mamy już rozwiązaną. Z dużym prawdopodobieństwem możemy uznać, że cierpimy na przewlekły stres. Jak z nim walczyć? Na szczęście jest kilka sposobów.

Warto zacząć od wizyty u lekarza rodzinnego i wyjaśnić sytuację, z jednoczesną prośbą o skierowanie na rozszerzone badania krwi. Stres "wypłukuje" bowiem z organizmu cenne dla nas pierwiastki i może się okazać, że cierpimy na przykład na niedobór magnezu. Będąc pod opieką lekarza i nie eksperymentując na własną rękę, na pewno dowiemy się co możemy zrobić, by pomóc ciału.

Teraz możemy zająć się duchem - spróbujmy znaleźć sobie czas na relaks i wypoczynek, część obowiązków domowych przekażmy najbliższym, a jeśli to możliwe, wyjedźmy na parę dni. Warto też słuchać odprężającej muzyki, sprawiać sobie drobne przyjemności i co ważne - nie obwiniać się za to, że pozwalamy sobie na złapanie oddechu. Dobrym pomysłem jest także zmiana diety (o wartościowych produktach spożywczych pisałam przy okazji wiosennego przesilenia).

Jeśli po kilku tygodniach nie zauważymy jednak żadnej poprawy, to dobrym pomysłem będzie wizyta u psychologa, który pomoże rozpoznać czynniki powodujące u nas chroniczny stres i nauczy nas technik służących do jego zwalczania.